środa, 16 lipca 2014
JESTEM BOGIEM - recenzje
W sieci pojawiły się dwie recenzje pierwszej części JESTEM BOGIEM - może przekonają kogoś do wsparcia nowego projektu, na pewno rzucą więcej światła na serię.
wtorek, 15 lipca 2014
JESTEM BOGIEM cz. 2 na PolakPotrafi
Kilka dni temu na PolakPotrafi wystartował mój nowy projekt crowdfundingowy - JESTEM BOGIEM cz. 2.
Dzisiaj dodałem grafikę obrazującą tzw. Progi Wsparcia, których przekroczenie będzie wiązało się z kolejnymi bonusami dla Wspierających. Trzy z nich są już ujawnione, kolejne będą odsłaniane w miarę osiągania wcześniejszych (na razie widać tylko ich tytuły).
Pod tym względem będzie ciekawiej niż poprzednio (przy zbiórce na JB 1). Powyżej zamieszczam wspomnianą grafikę, po prawej znajdziecie baner, ilustrujący aktualny status projektu.
Dzisiaj dodałem grafikę obrazującą tzw. Progi Wsparcia, których przekroczenie będzie wiązało się z kolejnymi bonusami dla Wspierających. Trzy z nich są już ujawnione, kolejne będą odsłaniane w miarę osiągania wcześniejszych (na razie widać tylko ich tytuły).
Pod tym względem będzie ciekawiej niż poprzednio (przy zbiórce na JB 1). Powyżej zamieszczam wspomnianą grafikę, po prawej znajdziecie baner, ilustrujący aktualny status projektu.
piątek, 4 lipca 2014
Superior & Amazing
A już myślałem, że się pomyliłem.
Marvel w kwietniu hucznie odtrąbił powrót Petera Parkera do roli Spider-Mana i równolegle z restartem serii The Amazing Spider-Man zamknął Superior Spider-Mana. Wobec czego moje przewidywania sprzed roku (LINK), kiedy wieszczyłem, że Dom Pomysłów wyhoduje sobie dwie kury znoszące złote jaja i pociągnie oba tytuły, okazały się błędne.
Nie było czego żałować, bo o ile Superior przez pierwsze 10 zeszytów zaskakiwał i prezentował się dobrze zarówno od strony graficznej jak i scenariuszowej, trzymając później przyzwoity (no, przeciętny) poziom i zwyżkując nieco ponad tę przyzwoitość czterozeszytową historią Darkest Hours, ilustrowaną przez Ramosa; o tyle po 25 zeszycie było już tylko gorzej, pod każdym względem. Ostatnie cztery numery Jeszcze lepszego Człowieka Pająka są zupełnie bez pomysłu, właściwie odgrzewają wątki z początku serii i wykorzystują najprostsze rozwiązania, którym wcześniej ukręcono zgrabnie łeb. Przez cztery numery oglądamy zupełnie przewidywalny powrót Petera - typowa realizacja zleconego zadania, wyliczona na strony i mocno określona przez redaktorów. Zdecydowanie czuć, że autorzy tłuką fuchę i nie mają nic do powiedzenia czytelnikom. W tym czasie Humberto Ramos (którego krechę bardzo lubię) oddelegowany został już do robienia pierwszego (i kolejnych) numeru Amazing Spider-Mana, a miejsce rysownika zajął niejaki Will Silney... Momentami jestem zdziwiony, że z takim poziomem można pracować dla Marvela. No ale można.
Za scenariusz tej kiepskiej końcówki odpowiada Dan Slott (piszący serię od początku, a u nas znany z niedawnego, bardzo udanego występu wraz z She-Hulk w WKKM Hachette) oraz Christos Gage.
Jedyny moment wart uwagi w ostatnich zeszytach, to scena gdy Parker odkrywa swoją osobowość i stwierdza: "Wiem kim jestem, jestem człowiekiem, który nigdy się nie poddaje!" :) Oczywiście traktuję ją raczej z uśmiechem, ale ma w sobie coś z patosu hasła "Wraz z wielką mocą, przychodzi wielka odpowiedzialność" i jest dość zgrabnie rozegrana na dłuższej przestrzeni. To tyle. Cała reszta tych stu stron jest naprawdę słaba.
W kwietniu 2014 The Amazing Spider-Man wystartował od numeru 1 (można już wypatrywać momentu, gdy wydawca znów zacznie sumować numerację - gdyby było bliżej tysięcznego zeszytu, wiedziałbym kiedy taki zabieg nastąpi, ale na pewno pojawi się wcześniej dobra okazja). A niedługo potem gruchnęła wieść, że Superior Spider-Man jednak wróci. Numer 32 zapowiedziany jest na początek sierpnia i ma ze sobą przynieść nazwisko Adam Kuberta, który z Giuseppe Camuncoli (pracującego już sporo przy serii) ma odpowiadać za grafikę w komiksie. Skład scenarzystów bez zmian - pozostaje mieć nadzieję, że tym razem panowie będą mieli nieco bardziej wolną rękę. Jestem dobrej myśli, bo może być tylko lepiej.
W każdym razie, miałem rację.
Cwany Marvel.
Marvel w kwietniu hucznie odtrąbił powrót Petera Parkera do roli Spider-Mana i równolegle z restartem serii The Amazing Spider-Man zamknął Superior Spider-Mana. Wobec czego moje przewidywania sprzed roku (LINK), kiedy wieszczyłem, że Dom Pomysłów wyhoduje sobie dwie kury znoszące złote jaja i pociągnie oba tytuły, okazały się błędne.
| LEPSZE OKŁADKI SUPERIORa |
Nie było czego żałować, bo o ile Superior przez pierwsze 10 zeszytów zaskakiwał i prezentował się dobrze zarówno od strony graficznej jak i scenariuszowej, trzymając później przyzwoity (no, przeciętny) poziom i zwyżkując nieco ponad tę przyzwoitość czterozeszytową historią Darkest Hours, ilustrowaną przez Ramosa; o tyle po 25 zeszycie było już tylko gorzej, pod każdym względem. Ostatnie cztery numery Jeszcze lepszego Człowieka Pająka są zupełnie bez pomysłu, właściwie odgrzewają wątki z początku serii i wykorzystują najprostsze rozwiązania, którym wcześniej ukręcono zgrabnie łeb. Przez cztery numery oglądamy zupełnie przewidywalny powrót Petera - typowa realizacja zleconego zadania, wyliczona na strony i mocno określona przez redaktorów. Zdecydowanie czuć, że autorzy tłuką fuchę i nie mają nic do powiedzenia czytelnikom. W tym czasie Humberto Ramos (którego krechę bardzo lubię) oddelegowany został już do robienia pierwszego (i kolejnych) numeru Amazing Spider-Mana, a miejsce rysownika zajął niejaki Will Silney... Momentami jestem zdziwiony, że z takim poziomem można pracować dla Marvela. No ale można.
Za scenariusz tej kiepskiej końcówki odpowiada Dan Slott (piszący serię od początku, a u nas znany z niedawnego, bardzo udanego występu wraz z She-Hulk w WKKM Hachette) oraz Christos Gage.
Jedyny moment wart uwagi w ostatnich zeszytach, to scena gdy Parker odkrywa swoją osobowość i stwierdza: "Wiem kim jestem, jestem człowiekiem, który nigdy się nie poddaje!" :) Oczywiście traktuję ją raczej z uśmiechem, ale ma w sobie coś z patosu hasła "Wraz z wielką mocą, przychodzi wielka odpowiedzialność" i jest dość zgrabnie rozegrana na dłuższej przestrzeni. To tyle. Cała reszta tych stu stron jest naprawdę słaba.
![]() |
| SUPERIOR nr 32 |
![]() |
| SUPERIOR 33 |
W kwietniu 2014 The Amazing Spider-Man wystartował od numeru 1 (można już wypatrywać momentu, gdy wydawca znów zacznie sumować numerację - gdyby było bliżej tysięcznego zeszytu, wiedziałbym kiedy taki zabieg nastąpi, ale na pewno pojawi się wcześniej dobra okazja). A niedługo potem gruchnęła wieść, że Superior Spider-Man jednak wróci. Numer 32 zapowiedziany jest na początek sierpnia i ma ze sobą przynieść nazwisko Adam Kuberta, który z Giuseppe Camuncoli (pracującego już sporo przy serii) ma odpowiadać za grafikę w komiksie. Skład scenarzystów bez zmian - pozostaje mieć nadzieję, że tym razem panowie będą mieli nieco bardziej wolną rękę. Jestem dobrej myśli, bo może być tylko lepiej.
W każdym razie, miałem rację.
Cwany Marvel.
wtorek, 24 czerwca 2014
Słowo o Capie
Czytelnicy bloga, którzy zaglądają na Mundialmana od dłuższego czasu, mogą pamiętać kilka postów na temat zeszytówek Marvel NOW. Temat się uciął, bo z bardzo różnych względów nowe oryginalne zeszyty przestały trafiać pod mą strzechę. Ostatnio jednak wysiłkiem portfela nadgoniłem część zaległości - zamknąłem run Romity Juniora w Captainie America i skompletowałem Superior Spider-Mana.
Uncanny X-Men w zeszytówkach zdaje się niezbyt dostępny, a seria w lipcu dobije już 23 numeru - dlatego na razie odpuszczam. Dobieram natomiast The Amazing Spider-Man (który jest niejako kontynuacją Superiora) i Supermana z DC NEW 52 (gdzie przesiadł się JRJ).
Kapitan Ameryka nr 1 -10 to zamknięta historia. Zdaje mi się (bo nie byłem wcześniej zbytnim czytelnikiem tego bohatera), że w ramach restartu NOW postawiono na inne oblicze serii, różne od powszechnego wizerunku postaci. Zapewne na przestrzeni dziesięcioleci Captain America przeżył już nie jedno i eksplorował przeróżne tematy, wątki i gatunki historii. Ale dla kogoś z boku, wrzucenie Steva Rogersa w opowieść science fiction z odniesieniami do kosmicznych przygód lat 60-tych, jest swego rodzaju zaskoczeniem, a nawet zgrzytem. Na szczęście Rick Remender podaje taką historię w zgrabny sposób, wykorzystując również wątki obyczajowe, nawiązujące do dziecięcych lat Capa. No i John Romita Junior w najwyższej formie, również dzięki koloryście, który wykonuje tu kawał świetnej roboty.
Niestety syndrom zmęczenia (a jeszcze pewniej terminów) i tym razem odcisnął piętno na grafice. Ostatni zeszyt ciężko zaliczyć do udanych, Romita jedzie po bandzie, kolorysta nie daje też rady ratować sytuacji (momentami rzekłbym, że nie bardzo ma co kolorować). Trudno, cały run zaliczam do udanych.
Na razie skończyłem przygodę z Kapitanem. Tak jak wspomniałem, Romita przeszedł do DC (po raz pierwszy w swej karierze!) i przejął ołówek w Supermanie (od 32 numeru). Dwie pierwsze okładki są dla mnie rozczarowaniem. Przekonują mnie natomiast zaprezentowane przykładowe plansze. Liczę też na dobry scenariusz Geoffa Johnsa, który również wita się z serią. Lada dzień komiks powinien trafić w moje ręce i będę mógł powiedzieć więcej.
Spodziewajcie się kolejnych wpisów o amerykańskich zeszytówkach.
Uncanny X-Men w zeszytówkach zdaje się niezbyt dostępny, a seria w lipcu dobije już 23 numeru - dlatego na razie odpuszczam. Dobieram natomiast The Amazing Spider-Man (który jest niejako kontynuacją Superiora) i Supermana z DC NEW 52 (gdzie przesiadł się JRJ).
Kapitan Ameryka nr 1 -10 to zamknięta historia. Zdaje mi się (bo nie byłem wcześniej zbytnim czytelnikiem tego bohatera), że w ramach restartu NOW postawiono na inne oblicze serii, różne od powszechnego wizerunku postaci. Zapewne na przestrzeni dziesięcioleci Captain America przeżył już nie jedno i eksplorował przeróżne tematy, wątki i gatunki historii. Ale dla kogoś z boku, wrzucenie Steva Rogersa w opowieść science fiction z odniesieniami do kosmicznych przygód lat 60-tych, jest swego rodzaju zaskoczeniem, a nawet zgrzytem. Na szczęście Rick Remender podaje taką historię w zgrabny sposób, wykorzystując również wątki obyczajowe, nawiązujące do dziecięcych lat Capa. No i John Romita Junior w najwyższej formie, również dzięki koloryście, który wykonuje tu kawał świetnej roboty.
Niestety syndrom zmęczenia (a jeszcze pewniej terminów) i tym razem odcisnął piętno na grafice. Ostatni zeszyt ciężko zaliczyć do udanych, Romita jedzie po bandzie, kolorysta nie daje też rady ratować sytuacji (momentami rzekłbym, że nie bardzo ma co kolorować). Trudno, cały run zaliczam do udanych.
Na razie skończyłem przygodę z Kapitanem. Tak jak wspomniałem, Romita przeszedł do DC (po raz pierwszy w swej karierze!) i przejął ołówek w Supermanie (od 32 numeru). Dwie pierwsze okładki są dla mnie rozczarowaniem. Przekonują mnie natomiast zaprezentowane przykładowe plansze. Liczę też na dobry scenariusz Geoffa Johnsa, który również wita się z serią. Lada dzień komiks powinien trafić w moje ręce i będę mógł powiedzieć więcej.
Spodziewajcie się kolejnych wpisów o amerykańskich zeszytówkach.
piątek, 20 czerwca 2014
Zinobranie
Jakoś w ostatnim czasie, głównie z okazji FKW, ale nie tylko, naszło mnie, by popatrzeć na zinowe (czy też może raczej niezależne) produkcje polskich twórców. Kupiłem tego sporo, to tu, to tam.
Pięknie się te ziny prezentują - ładnie wydane, fikuśne bajerki, czarna czerń, kolorowe kolorki, przeróżny papier i foliowanie na okładce. Patrząc pod tym kątem, to dawnego xerowanego undergroundu, kleju i nożyczek tu nie uświadczysz - inna epoka, wigry 3 kontra suzuki. Ale jeśli chodzi o treść to dzisiejsze produkcje podziemiem są pełną gębą. Dziś od strony technicznej łatwiej zrobić zina, stworzyć niezależną produkcję, i młodzi polscy autorzy coraz częściej tę drogę wypowiedzi/prezentacji wykorzystują.
Jeszcze nie tak dawno słychać było gdzieniegdzie sentymentalne narzekanie, że skończyły się ziny, że po prężnym okresie lat dziewięćdziesiątych zapanowała posucha i ludziom przestało się chcieć. No to teraz zdaje mi się jest wszystkiego więcej, i lepiej. I ładniej.
I mnie to cieszy.
Jedne rzeczy podobają mi się mniej, inne bardziej, jeszcze inne wcale. Jedne doceniam, innych nie rozumiem. Ale z uśmiechem na twarzy stwierdzam, że polskie komiksowe podziemie istnieje. I (mimo czasami błyszczących okładek) jest bliżej undergroundu niż kiedyś my byliśmy ze swymi zinami.
Popatrzcie na część tego bogactwa. I kupcie od czasu do czasu niezależny komiks:
Pięknie się te ziny prezentują - ładnie wydane, fikuśne bajerki, czarna czerń, kolorowe kolorki, przeróżny papier i foliowanie na okładce. Patrząc pod tym kątem, to dawnego xerowanego undergroundu, kleju i nożyczek tu nie uświadczysz - inna epoka, wigry 3 kontra suzuki. Ale jeśli chodzi o treść to dzisiejsze produkcje podziemiem są pełną gębą. Dziś od strony technicznej łatwiej zrobić zina, stworzyć niezależną produkcję, i młodzi polscy autorzy coraz częściej tę drogę wypowiedzi/prezentacji wykorzystują.
Jeszcze nie tak dawno słychać było gdzieniegdzie sentymentalne narzekanie, że skończyły się ziny, że po prężnym okresie lat dziewięćdziesiątych zapanowała posucha i ludziom przestało się chcieć. No to teraz zdaje mi się jest wszystkiego więcej, i lepiej. I ładniej.
I mnie to cieszy.
Jedne rzeczy podobają mi się mniej, inne bardziej, jeszcze inne wcale. Jedne doceniam, innych nie rozumiem. Ale z uśmiechem na twarzy stwierdzam, że polskie komiksowe podziemie istnieje. I (mimo czasami błyszczących okładek) jest bliżej undergroundu niż kiedyś my byliśmy ze swymi zinami.
Popatrzcie na część tego bogactwa. I kupcie od czasu do czasu niezależny komiks:
czwartek, 12 czerwca 2014
HEJ, MISIEK
Hej, Misiek! to komiks, będący od strony formalnej znakiem czasu, swego rodzaju obrazem aktualnej sytuacji polskiego komiksu.
Ludzi kupujących komiksy w naszym kraju nie jest zbyt dużo, ciężko zmienić powszechne przekonanie, że publikacja komiksowa jest czymś, na co nie warto wydać pieniądze. Ciężko tym bardziej, kiedy nadal w mediach i z lewa i z prawa, ni z gruszki ni z pietruszki utwierdza się ludzi w takim znaczeniu słowa, stosując przymiotnik "komiksowy" lub po prostu określenie "komiks" jako synonim słów "rozrywkowy", "niepoważny", "przerysowany". W ostatnich miesiącach miałem nieprzyjemność natknąć się na takie kwiatki z ust Wojewódzkiego, Olechowskiego i Biedronia. W pierwszym przypadku odsyłam do autorskiego programu Kuby Wojewódzkiego. Jeśli chodzi o polityków, rozmów słuchałem w radiu, chyba w Zetce u Olejnik. Odleciałem od tematu. W każdym razie dziś sytuacja polskiego twórcy komiksowego bardzo często wygląda tak jak w słabym dowcipie: Co robi polski rysownik komiksów po pracy? Rysuje komiksy! ... bo zazwyczaj pracuje w zupełnie innym zawodzie, a komiksy niedochodowo robi z zamiłowania w domu.
Pewnym wybiegiem z tej sytauacji w ostatnich latach stały się różnego rodzaju projekty, w których zeszyt/album komiksowy pełni założoną promocyjną lub edukacyjną funkcję. Hej, Misiek powstał dzięki nieco innej (ale równie okrężnej) inicjatywie - Dominik Szcześniak otrzymał bowiem stypendium Prezydenta Miasta Lublin na realizację komiksowego albumu.
Mimo że takie zlecenia, granty czy stypendia nie pozwalają oczywiście na twórczy komfort, nie zastępując zarobkowej pracy (a jedynie może prace dorywcze) powstał kawał fajnej komiksowej roboty.
Drugą cechą Hej, Miśka, która jest symptomatyczna dla obecnych czasów jest sposób publikacji. Komiks ukazywał się w sieci na własnym profilu FB, dzień w dzień, przez miesiąc. Nie jestem fanem tego typu wirtualnej prezentacji, komiksy i książki zdecydowanie wolę czytać trzymając papierową wersję w ręku. Mimo tego śledziłem Hej, Miśka dość wiernie. Bez wątpienia komiks przyciąga więc czytelnika, również takiego niefejsbukowego.
Dominik Szcześniak stworzył (zazwyczaj jedoplanszowe) historie, w których przedstawił fragmenty własnego życia, mniej lub bardziej (zazwyczaj jednak bardziej) związane z jego czteroletnim synem. Doświadczenia młodego rodzica i zabawne historie z Miśkiem przelane na papier są swego rodzaju samograjem. Z małym zastrzeżeniem, że ów trafia w ręce doświadczonego autora komiksów, dla którego język komiksu jest naturalnym sposobem wypowiedzi. Tak stało się w tym przypadku i efekt jest bardzo zadowalający.
Naturalną koleją rzeczy autor wybiera i opowiada czytelnikom, najfajniejsze, najśmieszniejsze i najciekawsze wydarzenia autorstwa kilkuletniego dzieciaka - tak jak opowiada się je dobrym znajomym.
Jest jednak w komiksie pewien element odsłaniania również własnego oblicza. Poznajemy zabawnego, mądrego i momentami zaskakującego Miśka, ale poznajemy również jego ojca, tatę, a czasami tatusia, który odsłania przed czytelnikami swoją bardziej wrażliwą i emocjonalną twarz, opowiada o swoich słabostkach, głupotkach, o sobie.
Tak. Podczas lektury możemy się poczuć jak dobrzy znajomi autora.
Ludzi kupujących komiksy w naszym kraju nie jest zbyt dużo, ciężko zmienić powszechne przekonanie, że publikacja komiksowa jest czymś, na co nie warto wydać pieniądze. Ciężko tym bardziej, kiedy nadal w mediach i z lewa i z prawa, ni z gruszki ni z pietruszki utwierdza się ludzi w takim znaczeniu słowa, stosując przymiotnik "komiksowy" lub po prostu określenie "komiks" jako synonim słów "rozrywkowy", "niepoważny", "przerysowany". W ostatnich miesiącach miałem nieprzyjemność natknąć się na takie kwiatki z ust Wojewódzkiego, Olechowskiego i Biedronia. W pierwszym przypadku odsyłam do autorskiego programu Kuby Wojewódzkiego. Jeśli chodzi o polityków, rozmów słuchałem w radiu, chyba w Zetce u Olejnik. Odleciałem od tematu. W każdym razie dziś sytuacja polskiego twórcy komiksowego bardzo często wygląda tak jak w słabym dowcipie: Co robi polski rysownik komiksów po pracy? Rysuje komiksy! ... bo zazwyczaj pracuje w zupełnie innym zawodzie, a komiksy niedochodowo robi z zamiłowania w domu.
Pewnym wybiegiem z tej sytauacji w ostatnich latach stały się różnego rodzaju projekty, w których zeszyt/album komiksowy pełni założoną promocyjną lub edukacyjną funkcję. Hej, Misiek powstał dzięki nieco innej (ale równie okrężnej) inicjatywie - Dominik Szcześniak otrzymał bowiem stypendium Prezydenta Miasta Lublin na realizację komiksowego albumu.
Mimo że takie zlecenia, granty czy stypendia nie pozwalają oczywiście na twórczy komfort, nie zastępując zarobkowej pracy (a jedynie może prace dorywcze) powstał kawał fajnej komiksowej roboty.
Drugą cechą Hej, Miśka, która jest symptomatyczna dla obecnych czasów jest sposób publikacji. Komiks ukazywał się w sieci na własnym profilu FB, dzień w dzień, przez miesiąc. Nie jestem fanem tego typu wirtualnej prezentacji, komiksy i książki zdecydowanie wolę czytać trzymając papierową wersję w ręku. Mimo tego śledziłem Hej, Miśka dość wiernie. Bez wątpienia komiks przyciąga więc czytelnika, również takiego niefejsbukowego.
Dominik Szcześniak stworzył (zazwyczaj jedoplanszowe) historie, w których przedstawił fragmenty własnego życia, mniej lub bardziej (zazwyczaj jednak bardziej) związane z jego czteroletnim synem. Doświadczenia młodego rodzica i zabawne historie z Miśkiem przelane na papier są swego rodzaju samograjem. Z małym zastrzeżeniem, że ów trafia w ręce doświadczonego autora komiksów, dla którego język komiksu jest naturalnym sposobem wypowiedzi. Tak stało się w tym przypadku i efekt jest bardzo zadowalający.
Naturalną koleją rzeczy autor wybiera i opowiada czytelnikom, najfajniejsze, najśmieszniejsze i najciekawsze wydarzenia autorstwa kilkuletniego dzieciaka - tak jak opowiada się je dobrym znajomym.
Jest jednak w komiksie pewien element odsłaniania również własnego oblicza. Poznajemy zabawnego, mądrego i momentami zaskakującego Miśka, ale poznajemy również jego ojca, tatę, a czasami tatusia, który odsłania przed czytelnikami swoją bardziej wrażliwą i emocjonalną twarz, opowiada o swoich słabostkach, głupotkach, o sobie.
Tak. Podczas lektury możemy się poczuć jak dobrzy znajomi autora.
sobota, 31 maja 2014
ZA FURTKĄ
Wczoraj bez przekonania, nieco z przypadku, nieco z przeznaczenia, wpadł w moje ręce komiks dwóch polskich autorek - Dominiki Węcławek i Karoliny Danek. Panie (dziewczyny?) stworzyły dzieło bardzo spójne, zazębiające się na każdym poziomie i opowiedziały piękną historię z codzienności, którą przeżywamy (wcześniej lub później, w bardziej lub mniej podobnej postaci) wszyscy. Miałem wrażenie, że czytam komiks autorski, pełen osobistej wypowiedzi, bez filtrów rysownika (w tym wypadku rysowniczki), więc jeśli to debiut autorek i pierwszy wspólny projekt, tym większe należą się brawa. Komiks, który przypomniał mi o kilku ważnych sprawach, który przywołał obrazy i wspomnienia z dzieciństwa, trafiający w czułe punkty, poruszający...
A przechodząc do sedna mojej wypowiedzi: to najlepszy komiks wydany przez Centralę - dla mnie ogromne pozytywne zaskoczenie.
Powaliła mnie autentyczność tych stu stron, spokojnie opowiedziana historia, bardzo dobry scenariusz. Oceniając same rysunki (co mimochodem zrobiłem przed lekturą), nie byłbym aż tak pochelbny. Ale w integralnej całości komiksu strona graficzna zyskuje - Karolina Danek nie jest (jeszcze) znakomitą rysowniczką, ale jest (już) świetną rysowniczką komiksów. Poza tym zdaje mi się, że za kilkaset stron doświadczenia rozmowa na temat graficznej jakości spod nazwiska Karoliny będzie zupełnie inna - w niektórych kadrach widać lekkość i grację kreski, szczególnie trafną w zbliżeniach twarzy i oddawaniu emocji. Widać duży potencjał, który mogą uwolnić kolejne albumy.
Nie macie Za furtką? Kupcie, to świetny komiks!
Aż dziw, że tak cicho przemknął przez polskie komiksowo.
A przechodząc do sedna mojej wypowiedzi: to najlepszy komiks wydany przez Centralę - dla mnie ogromne pozytywne zaskoczenie.
Powaliła mnie autentyczność tych stu stron, spokojnie opowiedziana historia, bardzo dobry scenariusz. Oceniając same rysunki (co mimochodem zrobiłem przed lekturą), nie byłbym aż tak pochelbny. Ale w integralnej całości komiksu strona graficzna zyskuje - Karolina Danek nie jest (jeszcze) znakomitą rysowniczką, ale jest (już) świetną rysowniczką komiksów. Poza tym zdaje mi się, że za kilkaset stron doświadczenia rozmowa na temat graficznej jakości spod nazwiska Karoliny będzie zupełnie inna - w niektórych kadrach widać lekkość i grację kreski, szczególnie trafną w zbliżeniach twarzy i oddawaniu emocji. Widać duży potencjał, który mogą uwolnić kolejne albumy.
Nie macie Za furtką? Kupcie, to świetny komiks!
Aż dziw, że tak cicho przemknął przez polskie komiksowo.
środa, 28 maja 2014
JESTEM BOGIEM cz. 2 - START
Pierwsza część Jestem Bogiem (+ odcinek bonusowy Interview) została rozesłana. Jeśli ktoś wspierał, a nie otrzyma komiksu do końca tygodnia, proszę o sygnał. Tymczasem druga część Jestem Bogiem w trakcie rysowania (scenariusz jest już gotowy). Poniżej promo:
poniedziałek, 5 maja 2014
Nomico kobiecą ręką
Fanart, tribute, pinup, czy co tam jeszcze - Nomico w wersji lajt, autorstwa największej fanki robota (wersja hard na tylnej okładce KGB 28):
sobota, 26 kwietnia 2014
TRZY
Drukarnia się spisała. Lenny, KGB 28 i JB Interview są już u mnie. W tym momencie lokuję siły na pierwszej części JB - komiks w produkcji na ostatku, ale nieco trwało zrobienie rysunkowych podziękowań - teraz powinno być już z górki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








