WOJENNA ODYSEJA ANTKA SREBRNEGO

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z ŻYCIA WZIĘTE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z ŻYCIA WZIĘTE. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 marca 2022

#RosyjskieKobietyZatrzymajcieWojnę

Nie znam się na technikaliach, nie znam się na zasięgach, ale mam nadzieję, że przy szerokim zaangażowaniu ta akcja będzie miała jakiś wpływ.

 

 

ORYGINAŁ NA SPRZEDAŻ - cała kwota na pomoc Ukrainie. Licytacja do końca dzisiejszego dnia na moim FB - https://www.facebook.com/hubertronek/ - zaczynamy od 100 PLN.

 #RosyjskieKobietyZatrzymajcieWojnę 

#Русскиеженщиныостанавливаютвойну 

#RussianWomenStopTheWar

 

piątek, 29 października 2021

MFKiG 2021 - Komiksy Huberta Ronka VIDEO

Zapis spotkania, które miało miejsce podczas tegorocznej odsłony Międzynarodowego Festiwalu Komiksów i gier w Łodzi :)

 

Prowadzenie spotkania: Jakub Syty, nagranie: Jarosław Ejsymont. Dzięki, Panowie :)

wtorek, 11 grudnia 2018

(PRAWIE) BYŁEM W CHINACH ;)

Dokładnie na wystawie komiksu polskiego w Chinach - pojechały moje prace, ja niestety nie mogłem (powód pokażę - mam nadzieję - za kilka dni). Świetna inicjatywa Stowarzyszenia Contur i PSK - dzięki za zaproszenie dla Piotr Kasinski


Prezentować swoje plansze wśród takich nazwisk jak Christa,Tadeusz Baranowski, Papcio Chmiel, Tomasz Leśniak czy Trust i Michał Śledziński, i bycie częścią polskiej reprezentacji to ogromny zaszczyt.



sobota, 3 lutego 2018

Coś się kończy...

Właśnie dotarły do mnie egzemplarze autorskie cz. 9 "Wojennej odysei Antka Srebrnego"... części ostatniej.

Cztery lata intensywnej pracy, dziewięć albumów, 320 narysowanych plansz, gra planszowa i dodatkowo jakieś małe projekty okołokomiksowe (np. koszulki).
W tym momencie chciałbym podziękować ekipie pracującej nad serią. Przede wszystkim dr. Tomasz Łabuszewski, który jest pomysłodawcą całego projektu, koordynował pracę nad kolejnymi albumami, wspierał i miał cierpliwość  - dziękuję za zaufanie na początku i w trakcie pracy. Dziękuję Anna Obrębska i Anna Prusek za sympatyczne przyjęcie i wsparcie, gdy było potrzebne  oraz pozostałym osobom z Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Warszawie, które zaangażowane były w projekt. Dziękuję Wydawnictwu IPN (z dyrektor Izą Matuszewską na czele) za promocję i dbanie o wizerunek tytułu.
Ogromne wyrazy uznania dla Tomasz Robaczewski, scenarzysty cz. 1- 6, który wykreował ten świat słowem i napisał bardzo ciekawe, atrakcyjne dla młodych czytelników historie. Brawa również dla Grzegorz Drojewski i Michał Konarskiza udaną kontynuację tej pracy.
Jestem przekonany, że wszyscy razem zrobiliśmy kawał dobrej roboty! Opinie dzieci, ich rodziców, starszych czytelników oraz ilość sprzedanych egzemplarzy z pewnością to potwierdzają 



Trochę szkoda, że kończymy serię. Ale mam też przekonanie , że jest to dobry moment na jej zamknięcie, z wielu względów - poczynając od fabuły, kończąc na typowo autorskich sprawach. Ogromny plus jest taki, że nie do końca żegnamy się z bohaterami tej opowieści i już pracujemy nad nowym komiksem, w którym pojawią się znajomi bohaterowie. Są plany na serie opowiadające o postaciach, które w "Antku" nie grały głównych ról - w takiej sytuacji dużo łatwiej zamknąć ten etap.


Dziękuję.

czwartek, 21 września 2017

Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier 2017

28. Międzynarodowy Festiwal Komiksów i Gier za nami. W końcu, po ładnych paru latach (gdy festiwal odbywał się jeszcze w Łódzkim Domu Kultury) dotarłem.
Impreza udana i pracowita. Teraz w sieci wszyscy wrzucają foty z Jimem Lee - ja również cieszę się z przyjazdu jednej z największych gwiazd światowego komiksu i spotkanie z nim było właściwie jedynym, na którym udało mi się być w całości.
Ale jeszcze bardziej cieszę się, że na festiwalu była ze mną moja żona :) 


A co konkretnie robiłem na MFKiG? Nie kupiłem jak 20 lat wcześniej (20 lat wcześniej - jak to brzmi?!) pełnego plecaka komiksów (bo od czego są teraz internetowe księgarnie), klimat też inny niż w ŁDKu przed laty, ale jak zwykle czas minął za szybko:
- warsztaty


- spotkania


- rysowanie na dużym formacie

- autografy


 - rysografy...



a na koniec okazało się, że Joker również czyta Antka 


PS. kupiłem pół plecaka komiksów w piątek, i pół plecaka komiksów w sobotę

poniedziałek, 15 maja 2017

WoA szuka rysownika!

O "World of Aghart" wspominałem ostatnio dość często, głównie z racji publikacji w "Victorze" - pierwsza część komiksu ukazuje się aktualnie w odcinkach. 

Chciałbym kontynuować tę serię fantasy, świat jest już dość dobrze opracowany, napisane scenariusze 4 zeszytów (czyli ponad stu stron), pomysły na kolejne i przede wszystkim realna szansa na dalszą publikację w dwutygodniku "Victor".


Nie dam jednak rady ogarnąć tworzenia tego komiksu samemu. Jest już zainteresowany scenarzysta, ale szukam dziś przede wszystkim RYSOWNIKÓW, którzy przyłożą swoją rękę do kolejnych odcinków polskiej serii fantasy.


Więcej materiałów o komiksie znajdziecie na moim blogu - KLIK! Jeśli są chętni rysownicy, którzy czują podobne klimaty i mają chęć tworzyć wspólnie serię, skierowaną głównie do nastolatków, proszę o kontakt: hubertronek@interia.pl.

wtorek, 14 lutego 2017

Znacie KUMPLA?

Przez dłuższy czas funkcjonowałem na blogu, informując świat o moich zawodowych (niemal wyłącznie) planach i aktualnych pracach. Rok temu pojawiłem się na FB i blog niestety zamarł.
Postaram się to nieco odmienić i przywrócić MUNDIALMANOWI dawny blask! ;)


Na pierwszy ogień info o KUMPLU - z magazynem współpracuję już nieprzerwanie od 9 lat. Oczywiście wszystko zaczęło się nieco przypadkiem i mało brakowało, a do współpracy może wcale by nie doszło - standard! Przez ten szmat czasu powstało setki plansz komiksów i setki innych rysunków. Mimo, że niemal wyłącznie wirtualnie zżyłem się z redakcją pisma i dziś śmiało mogę stwierdzić, że czuję się jej częścią (w taki pokraczny, nowoczesny, wirtualny właśnie sposób - takie czasy).  Momentami było mnie więcej w magazynie, momentami mniej...


Teraz, od stycznia mamy nową odsłonę KUMPLA, która przynosi sporo zmian, zarówno w warstwie zawartości, jak i graficznej. Jestem przekonany, że to krok w dobrą stronę - KUMPEL prezentuje się lepiej i jest bardziej atrakcyjny dla młodego odbiorcy. W treści jest więcej konkretów, edukacji podanej w przystępny, zabawowy sposób - Magda Maciak (redaktorka naczelna) zrobiła bardzo dobrą robotę.


Polecam KUMPLA - znajdziecie tam komiks z Adą i dużo innych moich rysunków. Szczególnie zaś polecam, jeśli macie dzieciaki - spróbujcie, czy KUMPEL działa :)


Magazyn jest aktualnie miesięcznikiem i kosztuje 7,60 zł. - znajdziecie go w kioskach, EMPIKach i salonikach prasowych. Możecie zamówić też wysyłkowo (bezpłatna przesyłka) i przy okazji zapłacić nieco taniej, zamawiając prenumeratę: 3 lub 12-miesięczną - PRENUMERATA KUMPLA (dodatkowo otrzymacie w prezencie kolorowankę z Mikołajkiem).


Zatem do przeczytania w KUMPLU i mam nadzieję niebawem ponownie na blogu :)



sobota, 31 października 2015

Rozmowa

Mniej więcej miesiąc temu na Półce z Kulturą pojawił się wywiad, w którym opowiadam m.in. o Jestem Bogiem i innych moich komiksowych projektach.


Jeśli ktoś jest zainteresowany, a wcześniej nie dotarł innymi drogami, tutaj CZĘŚĆ 1, a tutaj CZĘŚĆ 2 rozmowy.

poniedziałek, 30 marca 2015

Ciekawa sprawa...

Mam ostatnio pewien dylemat, ale jednocześnie ciekawy obiektywnie temat, tak myślę, który dotyczyć może również innych autorów komiksów. Dlatego podzielę się z Wami sednem sprawy, refleksjami i z chęcią poczytam Wasze komentarze w tym lub innym miejscu. Może poruszę temat i rozwinie się on na innych łamach, mam taką nadzieję.

Od czasu do czasu zdarzy mi się sprzedać oryginalną planszę, co dla rysownika komiksów w naszych realiach jest fajnym (choć zazwyczaj niezbyt sowitym) wynagrodzeniem za wykonaną pracę. Dobrze, gdy jest to wynagrodzenie dodatkowe, a nie jedyne, ale to temat na inną dyskusję. Od pewnego czasu nurtuje mnie jednak (również bardzo praktycznie) temat rozliczania plansz, przy których moim wkładem pracy jest tylko tusz (patrz np. Dom Żałoby).



Trudna sprawa. Z jednej strony, jeśli sprzedaję własny oryginalny tusz, nałożony na wydruk (podkreślam, bo uważam, że to bardzo ważne, kluczowe w całej sytuacji) szkicu innego autora, jest to tylko i wyłącznie moja praca, konkretna kartka papieru, którą zarysowałem sam i własnoręcznie. Drugiemu autorowi pozostaje oryginalny szkic, za który też może wziąć pieniądze i (tu już bez wątpienia) skonsumować całość dla siebie.

Z drugiej jednak strony mam pełną świadomość, że bez osoby która wykonała szkic nie wykonałbym takiej pracy - zrobiłbym to inaczej. Czyli pieniądze powinny być dzielone (i chyba na pół). Inna sprawa, czy sam zrobiłbym planszę lepiej czy gorzej, to akurat rzecz gustu (choć przy tuszowaniu Marka Rudowskiego w uważam, że w zdecydowanej większości plansz nie cisnąłbym tak dobrego szkicu). 



Patrząc jednak po tym względem, bez udziału scenarzysty również nie narysowałbym planszy w ten sposób, i zapewne w ogromnej większości również nie tak dobrze. Czyli co, część kasy ze sprzedaży oryginału przy takiej współpracy również należy się scenarzyście?

Ale pojawia się tu kolejny aspekt. Bo jak rozliczyć w takim razie tusze, które robiłem na próbę na szkicach (m.in. Michaela Turnera) dla Image? Powinienem część kasy oddać Michelowi Turnerowi?!... Te szkice udostępnione były publicznie do takiej zabawy i ewentualnego aplikowania do wydawnictwa.
Współautor taką zgodę na nałożeniu tuszu również wyraża...


W każdej chwili mogę znaleźć się po drugiej stronie i też nie wiem jak powinienem się zachować - czy brać kasę za czyjś tusz na moim szkicu czy nie?

Jestem ciekawy jak temat rozwiązywany jest u innych autorów, czy na innych rynkach. Czy to tylko kwestia dogadania między twórcami, czy może jest jakaś praktyka, np. w Stanach, gdzie tego typu współpraca jest przecież normą.

Może ktoś wie, może ma doświadczenie w tego typu sytuacjach, czy to od strony autora (sprzedającego) czy jako kolekcjoner (kupujący). A jeśli nie, jakie jest Wasze zdanie, co o tym myślicie?

Temat powstał przy okazji wstawienia moich prac na Artkomiks, więc jeśli ktoś miałby chęć moje tusze z Domu Żałoby są dostępne TUTAJ!

czwartek, 5 marca 2015

Moje POSTAPO

To taka moja krótka przygoda z komiksem wymyślonym przez Giza. Kibicuję projektowi i mocno trzymam kciuki, tym bardziej że jest realna szansa, by już najbliższej jesieni tytuł wyszedł poza polskie zaczarowane dwa albumy. Powstaje część trzecia, a dodatkowo zaawansowane prace trwają również nad antologią, w której w świat Postapo wejdą inni rysownicy.



Mój epizod z Postapo wyewoluował z powrotu Daniela do KGB (choć rysunek, który widzicie powyżej powstał - jak wskazuje podpis - jeszcze wcześniej, chyba bezpośrednio po lekturze pierwszego albumu). W każdym razie próba wspólnego shorta nie wypaliła - bardzo chciałem, ale nie podołałem czasowo. Aby nie spaprać pośpiechem dobrej pracy Daniela, scenariusz poszedł w inne ręce, a u mnie w szufladzie został próbny szkic pierwszej strony (do zobaczenia niżej)... Wszystko skończyło się happy endem, bo komiks narysowany przez Grześka Pawlaka został doceniony w Łodzi na MFK, zdobywając jedną z nagród w corocznym konkursie na krótką formę komiksową.



Jeśli jeszcze ktoś nie miał okazji, z czystym sercem polecam zakup i lekturę Postapo, np. TUTAJ. Śpieszcie się, bo nakład jedynki jest już na wyczerpaniu.

piątek, 24 października 2014

Po WARKONie...


Na WARKONie, na którym gościłem tydzień temu szaleństwa frekwencyjnego nie było. Było natomiast sympatycznie, świetne miejsce na tego typu imprezy i młodzi ludzie z zapałem, co dobrze rokuje na przyszłość.


Warto było wyrwać się znad biurka - na spotkanie komiksowe przybył sam Clark Kent!


Wiadomość dla zszokowanych kolekcjonerów: TAK, Clark Kent "przegląda" na podłodze kolekcjonerskie wydanie ADY!

piątek, 8 sierpnia 2014

Legia vs. Celtic

Dziady.

Tak se chociaż odbiłem...


... zainteresowani wiedzą o co chodzi.

Dla pozostałych mam dobrą komiksową wiadomość - zbiórka na JESTEM BOGIEM 2 już osiągnęła zakładany limit, ale wspierać można nadal (prawo patrz ->), zostało kilka dni na powalczenie o kolejne progi - jutro / pojutrze odezwę się w temacie.

poniedziałek, 17 marca 2014

Dobry człowiek...

Od czasu do czasu i w naszym dziwnym kraju jakiś dobry człowiek zlituje się nad losem komiksowego twórcy i zakupi za przyzwoite pieniądze egzemplarz komiksu z dedykacją - poniżej świeży graf z Ziarnka Prawdy.

środa, 26 lutego 2014

FRISTAJL

Znów walnąłem spory tekst... trudno, tym razem nie będę go dzielił. Jedni się ucieszą, że mają co czytać, innych ilość literek odrzuci na kilometr. Dla tych drugich mam dobrą wiadomość - krótkich, zwięzłych postów będzie na blogu jeszcze od groma!

Odnalezienie własnego stylu jest dla rysownika komiksów momentem kluczowym. Otwiera nowe graficzne możliwości, ułatwia podnoszenie poziomu i pozwala czerpać dużo więcej radości z tworzenia kolejnych kadrów. Wcześniej podpatrujesz, próbujesz, przechodzisz karkołomne próby rysowania "tak jak inni", a jednak po swojemu. Kiedy w końcu odnajdziesz swój styl, po prostu o tym wiesz, bo komiksy rysuje się sprawniej i przyjemniej. A efekty tego rysowania są lepsze, po prostu to czujesz. Własny styl może oczywiście być pułapką, zamknięciem w jakichś graficznych ramach. Ale częściej jest polem, na którym można się rozwijać, dodawać nowe elementy, kolejne sztuczki, ćwiczyć łapę i nabierać doświadczenia, robiąc coraz lepsze komiksy.
Tak przynajmniej było i jest w moim przypadku. Co ciekawe, lata pracy zaowocowały u mnie różnymi drogami (rozgałęzieniami?) rysunkowej stylistyki. Z pewnością wszystkie mają wspólne elementy (które nota bene szybciej może dostrzec czytelnik niż ja sam), ale wyraźnie można rozróżnić w moich komiksowych produkcjach (tytułowe) trzy style. Ja przynajmniej mam w głowie taki podział i świadomość wyboru, siadając nad kartką papieru.
Pierwszy przełom, moment, w którym odnalazłem własną kreskę nastąpił przy realizacji Prologu Krainy Herzoga, który rysowałem na konkurs Świata Komiksu. To wtedy coś zazębiło, poczułem, że tak właśnie chcę rysować, w taki sposób układać kreski - zapewne dlatego, że w mojej ocenie wyglądało to stosunkowo dobrze i przede wszystkim sprawiało frajdę. Dlatego wówczas zacząłem od nowa przerysowywać stworzone wcześniej plansze tej serii. I tę kreskę stosowałem przez lata, robiąc kolejne komiksowe rzeczy (np. antologie Egmontu czy Ziarnko prawdy do scenariusza Jerzego Szyłaka), zdobywając doświadczenie, kształtując i rozwijając ten styl. Najświeższe jego odsłony to druga połowa Lenny'ego (niebawem trafi do Waszych rąk albumik) i przede wszystkim World of Aghart, gdzie starałem się wycisnąć z siebie ciut więcej niż wcześniej.



Druga używana przeze mnie stylistyka to kreska do komiksów dla dzieciaków. Mocno wypracowana przez lata setkami ilustracji i równie dużą ilością komiksowych plansz. Każdy, kto miał okazję zajrzeć do albumu ADA HC, zobaczył zdecydowaną zmianę i jakościowy skok między pierwszymi, a ostatnimi odcinkami serii. To kreska bardziej swobodna, lżejsza i przydatna na rynku zleceń.


Trzecia stylistyka, która siadła mi w łapie stosunkowo niedawno, to kreska, którą zrobiłem JESTEM BOGIEM. Zdecydowanie brakowało mi możliwości szybkiego rysowania MOJĄ kreską. Świadomość, że każda plansza nad którą siądę wymaga ode mnie dokładności, liczonej wieloma godzinami spędzonymi przy biurku, nie pozwalała na zrobienie rzeczy, które chciałem opowiedzieć "tu i teraz". Polem doświadczalnym dla tego typu kreski bez wątpienia był Henryk i Bonifacy. Przeglądając album z tymi bohaterami z pewnością dostrzeżecie tam jednak ciągłe poszukiwanie właściwego sposobu rysowania, nie zakończone jednoznacznym wyborem/wpasowaniem. Kilka następnych lat, spędzonych nad różnymi zleceniami "na wczoraj" (w tym również rysowaniem komiksów dla dzieci), dało mi możliwość machania szybką kreską. W końcu przyszedł czas bloga, na którego również nie mogłem poświęcić zbyt dużo czasu, więc działałem luźnejszym rysunkiem (np. Wolverine vs Gołębie), i powróciłem do JESTEM BOGIEM. Powstał nowy epizod do Ziniola i coś zaskoczyło. Do tego stopnia, że mogłem "na bieżąco" rysować to, co miałem w głowie - tak powstał tom pierwszy i powstaje drugi. A ja mam swój trzeci styl, który przynosi frajdę, tym większą, że mogę nim realizować projekty, które kiedyś z braku czasu lądowałyby w szufladzie.

Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś wypracować czwarty (taki mój) sposób rysowania - bardziej realistyczny, naznaczony "plecami konia". Sprawa nie jest prosta i wymaga również ogromnej ilości pracy, nabrania doświadczenia i wykształcenia odpowiedniej kreski. Teoretycznie mam wszystko w głowie: 5 lat plastycznych studiów za sobą, rysowanie z natury, naukę anatomii... i wszystko to potrafię. Co innego jednak zrobić realistyczny portret modela na formacie A1, mając go przed sobą i siedząc nad tym cały dzień. Co innego narysować go w uproszczeniu (bez złych konotacji) w kadrze o wymiarach 10 x 10 cm. Nie mam takiego własnego stylu... czy znajdę czas, aby go wypracować? Chciałbym... kiedyś... może...
Bo jednocześnie znakomicie zdaję sobie sprawę, że mam nad czym (i chcę) pracować w uprawianym przeze mnie fristajlu :)

środa, 19 lutego 2014

SPIDER-MAN - gra planszowa, cz. 3

Cała gra wykonana była oczywiście ręcznie, wszystkie wizerunki postaci rysowane przeze mnie na podstawie kadrów z polskiego The Amazing Spider-Man, opisy robione były długopisem na kartkach z zeszytu. Do dziś czuję moc, patrząc na ten zestaw! :)
Jakieś dwa lata temu miałem pomysł zrobienia nowej wersji Spider-Mana. Dziś możliwości poligraficzne pozwalają na stworzenie dużo bardziej profesjonalnej wersji gry, może nawet czegoś w postaci propozycji wydawniczej. Wszystko rozbiło się jednak o brak czasu. Nie mam też za bardzo pojęcia, jak poruszać się w świecie wydawców planszówek. W tym wypadku pewnie należałoby uderzyć również do Marvela, a to już spore schody i kolejna bariera w postaci znajomości języka. Z drugiej strony takie sprawy zostają pewnie po stronie potencjalnego wydawcy... może nadal warto?...



Kilka lat temu udało nam się jakimś cudem (chyba przy okazji 80 urodzin mojej babci) zasiąść starą ekipą w mieszkaniu moich rodziców, w tym samym pokoju, na tej samej wykładzinie co przed laty i znów zagrać w Spider-Mana (i pewnie był to ostatni raz, bo dziś porozjeżdżaliśmy się po całym kontynencie, mamy własne rodziny i tysiąc ważniejszych spraw na głowie). I przyjemność z grania była porównywalna, a może i większa, bo opisy, które tworzyłem dwie dekady wcześniej okazały się niekiedy mocno "rozweselające"...

Rzucasz cztery razy kostką. Jeśli suma oczek wynosi np. 5 lub 7 lub 9 lub 11 lub 13 lub 15 lub 17 lub 19 lub jakąkolwiek inną nieparzytą liczbę...

... takie kwiatki.

Fajnie grało się w Spider-Mana.

sobota, 15 lutego 2014

SPIDER-MAN - gra planszowa, cz. 2

Spider-Man był pierwszą planszówką, do której postanowiłem się mocno przyłożyć i fajny pomysł (wtedy wszystkie moje pomysły były przecież bardzo fajne :)) "profesjonalnie" zrealizować. Pierwotnie powstała plansza A4 na technicznym bloku, ale moje ambicje nie zostały zaspokojone i postanowiłem wykorzystać dużą (format 4 x A4), grubą, katonową i składaną planszę z innej gry. Tym samym, z użyciem mazaków, plasteliny oraz innych pomocniczych elementów powstała (na odwrocie) plansza która przetrwała do dziś w dość dobrym stanie. Punkt wyjściowy rozgrywki był prosty: w Nowym Jorku pojawia się kilku Spider-Manów i każdy z nich (czyli graczy) próbuje udowodnić, że to właśnie od jest tym prawdziwym. Wygrać (czyli zostać prawdziwym Człowiekiem Pająkiem) można było na dwa sposoby: docierając jako pierwszy do celu wyznaczonego na planszy lub pozostać jedynym graczem przy życiu. W pierwszej wersji gry występowało 20 innych postaci (superbohaterów i superłotrów), które poznałem na łamach miesięcznika, wydawanego przez TM-Semic. I to właśnie polska edycja serii była dla mnie źródłem wiedzy o nowych anty/bohaterach. Systematycznie przez kilka lat, równolegle do wystepów w komiksach, pojawiali się oni również w mojej grze. Ostatecznie powstało 115 kart postaci! Osobne grono stanowiła grupa mutantów, która dzięki komiksowej serii zasłużyła u mnie na wyróżnienie i odgrywała ważną, bardzo pozytywną rolę - każdy chciał spotkac X-Menów, bo zdecydowanie zwiększało to szanse na wygraną.


W pewnym momencie zacząłem rozwijać grę w niebepiecznym kierunku, chyba podąrzając ścieżką Marvela, który wprowadzał ciągle nowe postacie, klony, odpryski i tysiąc powiązanych wątków. Tak między innymi powstała dodatkowa plansza Torment, którą jednak po jakimś czasie gremialnie uznaliśmy za niepotrzebną i wycofaliśmy z rozgrywek (tym bardziej, że nigdzie nie zapisałem zasad rządzących tym "odpryskiem" i po pewnym czasie sam już nie bardzo wiedziałem, jak w to grać...).

Do dziś uważam, że dużym atutem gry była jej nieprzewidywaloność. Udało mi się wówczas stworzyć rozgrywkę, w której każda z postaci (jeśli nie straciła wszystkich punktów życia) miała szansę wygrać grę w każdym jej momencie. Oczywiście poszczególne wydarzenia i los sprawiały, że jedni mieli na to coraz większe szanse, inni mniejsze, ale do końca wszystko zostawało otwarte...

... ciąg dalszy nastąpi.

poniedziałek, 10 lutego 2014

SPIDER-MAN - gra planszowa, cz. 1

W Spider-mana grałem dziesiątki, a może nawet setki razy. W podstawówce i liceum to była najczęściej rozgrywana planszówka na posiedzeniach z moją siostrą i kuzynami. Śmiało mogę stwierdzić, że była to nasza ulubiona gra (na dalszych miejscach znalazłyby się pewnie Step by Step, Puchar Europy, Magia i Miecz oraz tradycyjny Eurobiznes). Dlatego dziś, z perspektywy czasu patrzę na nią jako na nie wykorzystaną szansę - bo planszówkę Spider-Man wymyśliłem i zrobiłem sam.


Było to w piątej klasie podstawówki, czyli w 1991 roku (23 lata temu!!!). Rok wcześniej rozpocząłem swoją przygodę z wymyślaniem gier. Sprowadzało się to do tworzenia papierowych wersji tytułów znanych z popularnych wówczas automatów video, ustawianych często w turystycznych miejscowościach, czy kilka lat później w salonach gier. Granie na automatach skutecznie opróżniało kieszenie i trwało zdecydowanie zbyt krótko. Umysł 10-latka postanowił temu zaradzić i stworzyć adaptacje na miarę swoich środków i technicznych możliwości. W ten sposób na kartkach papieru pojawiły się postacie przypakowanych gości, którzy przemierzali podejrzane uliczki i zaułki, tłukąc się z innymi pakerami. Na monitorze wszystko działo się w postaci animacji, u mnie na kartonach. Narysowana i wycięta postać z pomocą gracza przemierzała kolejne kartki papieru, na których widnieli coraz groźniejsi i więksi przeciwnicy. Uderzenia generowane przez ruchy joysticków, zastąpiłem rzutami kostką (lub kostkami). Pasek życia zamieniłem na zwykłą kartkę papieru z długopisem, na której startowało się np. z 20 punktami życia. Zasady były proste: pokonałeś postać, dostawałeś bonus i dopisywałeś sobie kilka punktów. Ale w trakcie walki, można było nieźle oberwać: Aby pokonać przeciwnika musisz 5 razy wyrzucić sześć oczek. Jeśli wyrzucisz piątkę, otrzymujesz supersiłę i możesz doliczyć jedno oczko przy następnym rzucie. Jeśli wyrzucisz trójkę lub czwórkę, Twoje ciosy zostały zablokowane, próbuj dalej. Wyrzuciłeś dwójkę - otrzymałeś silny cios pięścią w brzuch, tracisz jeden punkt życia. Wyrzuciłeś jedynkę - zostałeś niemal znokautowany kopnięciem w głowę, tracisz dwa punkty. Podobne opisy walki widniały pod każdą kolejną postacią. Chodziło o to, aby tak jak w grze video, pokonać jak najwięcej wrogów i dojść jak najdalej. Taka rywalizacja miała miejsce między moimi kumplami na koloniach. I jeśli dobrze kojarzę, inkasowałem nawet jakieś grosze (jak to za możliwość gry na automacie przystało) za dopuszczenie do rozgrywki. Po powrocie z kolonii miałem już bakcyla na tym punkcie i powstawały również moje własne wersje gier planszowych, których okładki widziałem na reklamach, a które albo nie były dostępne w moim mieście, albo po prostu nie było mnie na nie stać. Takim sposobem wymyśliłem między innymi Bruce'a Lee oraz Obcych.
Niestety, gry wylądowały później w śmieciach i chyba najwcześniejszą uchowaną do dnia dzisiejszego jest właśnie Spider-Man. Oczywiście na chwilę obecną pod wieloma względami jest to produkcja wtórna, niezbyt świeża i mało odkrywcza. Ale w momencie, gdy powstawała, wiele pomysłów rozwijało się w mojej głowie na bazie potrzeb gracza - wiele z patentów, które twórczo zastosowałem w grze, później spotykałem w innych planszówkach, kupionych w sklepie (choćby ilość punktów życia postaci, przeniesiona ze wspomnianych bijatyk)...


... ciąg dalszy nastąpi