Dokładnie sprzed 15 laty!
Wierzę, że kiedyś ktoś sprowadzi jeszcze Spawna nad Wisłę :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą COŚ STARSZEGO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą COŚ STARSZEGO. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 marca 2015
sobota, 28 lutego 2015
JB 3... hmm...
Kilka faktów, dotyczących głównie JB:
- cz. 3 Jestem Bogiem powstanie, tyle że później. Niestety, nie ma szans, abym wyrobił z terminem, który zakładałem, czyli marzec/kwiecień. Po pierwsze z prywatnych powodów (do naszej załogi dołączył z przytupem czwarty superbohater!). Po drugie zawodowe sprawy nabrały tempa, ale zaliczyły też mały poślizg (co z kolei łączy się z wcześniejszym powodem)... Wszystko to sprawia, że cz. 3 JB planuję obecnie na MFK w Łodzi. I jeśli nic nie wywróci nam się do góry nogami, jest to jak najbardziej realny termin. Odcinek ten będzie bardziej obszerny - łącznie około 70 stron.
- w związku z powyższym wszystkie inne projekty, związane ze światem JB przesuwają się na później. Z dobrych nowin mogę tu nadmienić, iż jest szansa na zrobienie porządnej gry planszowej z Janem Zygrydem Reśniakiem, bo wstępnie w projekt włączyła się mocna postać ze świata planszówek. Mam nadzieję, że wystarczy nam obu czasu i zapału.
- mam scenariusz na 8-stronicowy epizod JB, który rozgrywa się między 17 a 21 planszą cz. 2. Widzę go w kolorze i mam ogromną chęć na narysowanie/namalowanie. Prawdopodobnie będzie to pierwsza rzecz, z którą wrócę do tworzenia Jestem Bogiem.
Komiks przeznaczony jest na powrót polskiego komiksowego magazynu, jeśli magazyn powróci. Jeśli nie, na pewno pojawi się gdzieś indziej.
- w sieci pojawiła się kolejna recenzja cz. 1 - tym razem poczynaniom JZR przyjrzała się Gildia -> KLIK!
- WoA stoi. Leży właściwie i błaga, by dokończyć pierwszy zeszyt... W 2015 skończę kolor, obiecuję, a co dalej zobaczymy.
- KGB również czeka w blokach startowych. Nr 29 to trzeci Mundialman na papierze (jest już wystarczająco dużo blogowego materiału), a w jubileuszowym nr 30 ponownie chciałbym zebrać (tym razem jeszcze obszerniej) starą ekipę. Fajnie byłoby wyrobić z zinami na Łódź, ale wszystko zależy od pracy, zdrowia i wolnego (heh!) czasu.
Trzymajcie kciuki.
Na koniec coś starszego, zupełnie od czapy:
- cz. 3 Jestem Bogiem powstanie, tyle że później. Niestety, nie ma szans, abym wyrobił z terminem, który zakładałem, czyli marzec/kwiecień. Po pierwsze z prywatnych powodów (do naszej załogi dołączył z przytupem czwarty superbohater!). Po drugie zawodowe sprawy nabrały tempa, ale zaliczyły też mały poślizg (co z kolei łączy się z wcześniejszym powodem)... Wszystko to sprawia, że cz. 3 JB planuję obecnie na MFK w Łodzi. I jeśli nic nie wywróci nam się do góry nogami, jest to jak najbardziej realny termin. Odcinek ten będzie bardziej obszerny - łącznie około 70 stron.
- w związku z powyższym wszystkie inne projekty, związane ze światem JB przesuwają się na później. Z dobrych nowin mogę tu nadmienić, iż jest szansa na zrobienie porządnej gry planszowej z Janem Zygrydem Reśniakiem, bo wstępnie w projekt włączyła się mocna postać ze świata planszówek. Mam nadzieję, że wystarczy nam obu czasu i zapału.
- mam scenariusz na 8-stronicowy epizod JB, który rozgrywa się między 17 a 21 planszą cz. 2. Widzę go w kolorze i mam ogromną chęć na narysowanie/namalowanie. Prawdopodobnie będzie to pierwsza rzecz, z którą wrócę do tworzenia Jestem Bogiem.
Komiks przeznaczony jest na powrót polskiego komiksowego magazynu, jeśli magazyn powróci. Jeśli nie, na pewno pojawi się gdzieś indziej.
- w sieci pojawiła się kolejna recenzja cz. 1 - tym razem poczynaniom JZR przyjrzała się Gildia -> KLIK!
- WoA stoi. Leży właściwie i błaga, by dokończyć pierwszy zeszyt... W 2015 skończę kolor, obiecuję, a co dalej zobaczymy.
- KGB również czeka w blokach startowych. Nr 29 to trzeci Mundialman na papierze (jest już wystarczająco dużo blogowego materiału), a w jubileuszowym nr 30 ponownie chciałbym zebrać (tym razem jeszcze obszerniej) starą ekipę. Fajnie byłoby wyrobić z zinami na Łódź, ale wszystko zależy od pracy, zdrowia i wolnego (heh!) czasu.
Trzymajcie kciuki.
Na koniec coś starszego, zupełnie od czapy:
poniedziałek, 23 lutego 2015
Znów DŻ
W głębinach mych segregatorów ponownie odnalazłem grafy z DŻ, których nie pokazywałem dotychczas światu. Zerknijcie na dwa wczesne projekty okładki szóstego zeszytu, które odpadły w przedbiegach:
środa, 18 lutego 2015
Kidger
Projekt bohatera komiksowego, którego żywot ograniczył się wyłącznie do zaprezentowanej kartki papieru.
Jeśli dobrze kojarzę Kidger powstał na jednym z wykładów historii sztuki.
Jeśli dobrze kojarzę Kidger powstał na jednym z wykładów historii sztuki.
sobota, 14 lutego 2015
Stary Lobo
Blog zaliczył sporą przerwę w nadawaniu informacji z mojego komiksowego życia. Dużo się jednak dzieje zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Przez ostatnie pół roku jakieś 200 plansz komiksu w różnych projektach - za kilka miesięcy będę mógł powiedzieć więcej.
Tymczasem pokażę światu nieco starszych rzeczy - dziś Lobo (z czasów, gdy jeszcze zamieszkiwałem pod jednym dachem z Nomico):
Tymczasem pokażę światu nieco starszych rzeczy - dziś Lobo (z czasów, gdy jeszcze zamieszkiwałem pod jednym dachem z Nomico):
piątek, 25 kwietnia 2014
Angus i Derek
Angus i Derek (czyli główni bohaterowie Krainy Herzoga) sprzed ponad dekady:
Tymczasem przy okazji premiery Lenny'ego w Sklepie Gildii można zamówić pakiet Lenny/Kraina Herzoga, czyli taki prehistoryczny dubel autorstwa Lucek&Ronek -> KLIK!
Tymczasem przy okazji premiery Lenny'ego w Sklepie Gildii można zamówić pakiet Lenny/Kraina Herzoga, czyli taki prehistoryczny dubel autorstwa Lucek&Ronek -> KLIK!
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Pasek filmowy
Swego czasu zgłosił się do mnie (przez pośrednika, więc nawet nie pamiętam tytułu) drukowany magazyn filmowy z prośbą o wykonanie propozycji paska komiksowego, który miałby powstawać cyklicznie. Założenie było takie, aby było to coś odważnego i związanego z kinem. Pojechałem poniższym klimatem i kontakt się urwał. Pozostałem bez odpowiedzi, więc chyba nie chcieli...
sobota, 15 marca 2014
Podrygi
Kilka lat temu odnalazłem w sieci jakiś "nabór" do Image, m.in. na inkerów. Zadaniem kandydatów było oczywiście nałożenie tuszu na przygotowane przez wydawnictwo szkice. Poniżej prezentuję efekt mojej pracy, która wówczas skończyła się na takim właśnie etapie. Jeśli dobrze pamiętam, nie wyrobiłem się w teminie ze wszystkimi wymaganymi planszami, wobec czego nie było sensu wysyłać swojej kandydatury. Może kiedyś... mam nadzieję, że nie skończy się na takich podrygach dla Image.
wtorek, 11 marca 2014
BATMAN - Chłód
Komiks z Batmanem powstał w 1997 roku, czyli w zasadzie na początku mojej komiksowej roboty. Dziś nie jestem w stanie odtworzyć, czy ukazał się gdziekolwiek drukiem (może w KKK? chyba nie... może puściłem to w KGB... chociaż też nie kojarzę). Jeśli ktoś miałby dane na ten temat, poproszę o info :)
piątek, 7 marca 2014
KH - Angus
Dla rozluźnienia atmosfery, zbudowanej ostatnimi postami HiB (wiecie: pustka, nihilizm, marność nad marnościami, uciekające pociągi i stan polskiej koleji...), wspartej niepokojącym trailerem z udziałem Jana Zygfryda Reśniaka (odsyłam do filmiku na PolakPotrafi.pl), zamieszczam graf z Angusem (Kraina Herzoga). Rysunek powstał kilka lat temu nieco z inspiracji krechą w Usagim - niezbyt skomplikowaną, a świetną, trafioną i lekką - pokazuję go po raz pierwszy.
Przy okazji dzięki dla wszystkich, którzy podpierają powstanie pierwszego tomu JB - jak na razie idzie dobrze :) Niebawem powinienem podrzucić jakieś aktualizacje zarówo na stronie projektu, jak i na bloga, odnośnie realizacji komiksu.
PS. Żeby nie było, że rozluźniam atmosferę jakąś agresją czy coś: Angus na zamieszczonym obrazku przedziurawia beczkę ze smołą... Już za chwilę będzie cały umorusany, uhahahaha! Czyli taki tradycyjny humor, rodem z Flipa i Flapa...
Przy okazji dzięki dla wszystkich, którzy podpierają powstanie pierwszego tomu JB - jak na razie idzie dobrze :) Niebawem powinienem podrzucić jakieś aktualizacje zarówo na stronie projektu, jak i na bloga, odnośnie realizacji komiksu.
PS. Żeby nie było, że rozluźniam atmosferę jakąś agresją czy coś: Angus na zamieszczonym obrazku przedziurawia beczkę ze smołą... Już za chwilę będzie cały umorusany, uhahahaha! Czyli taki tradycyjny humor, rodem z Flipa i Flapa...
HiB - Pustka
Skoro już przy Henryku i Bonifacym jesteśmy... taki graf cichy (również - zdaje mi się - bez publikacji w życiorysie).
czwartek, 6 marca 2014
sobota, 22 lutego 2014
LUCKY LUKE po mojemu
Spory czas temu rozpocząłem cykl COŚ STARSZEGO i zapowiadałem podrzucać na bloga moje starsze prace. Temat zazwyczaj umyka mi dość skutecznie, choć ciekawego (z różnych względów) materiału jest sporo. Poniżej moja wersja Lucky Luke'a, jeszcze z wieku XX-tego.
środa, 19 lutego 2014
SPIDER-MAN - gra planszowa, cz. 3
Cała gra wykonana była oczywiście ręcznie, wszystkie wizerunki postaci rysowane przeze mnie na podstawie kadrów z polskiego The Amazing Spider-Man, opisy robione były długopisem na kartkach z zeszytu. Do dziś czuję moc, patrząc na ten zestaw! :)
Jakieś dwa lata temu miałem pomysł zrobienia nowej wersji Spider-Mana. Dziś możliwości poligraficzne pozwalają na stworzenie dużo bardziej profesjonalnej wersji gry, może nawet czegoś w postaci propozycji wydawniczej. Wszystko rozbiło się jednak o brak czasu. Nie mam też za bardzo pojęcia, jak poruszać się w świecie wydawców planszówek. W tym wypadku pewnie należałoby uderzyć również do Marvela, a to już spore schody i kolejna bariera w postaci znajomości języka. Z drugiej strony takie sprawy zostają pewnie po stronie potencjalnego wydawcy... może nadal warto?...
Kilka lat temu udało nam się jakimś cudem (chyba przy okazji 80 urodzin mojej babci) zasiąść starą ekipą w mieszkaniu moich rodziców, w tym samym pokoju, na tej samej wykładzinie co przed laty i znów zagrać w Spider-Mana (i pewnie był to ostatni raz, bo dziś porozjeżdżaliśmy się po całym kontynencie, mamy własne rodziny i tysiąc ważniejszych spraw na głowie). I przyjemność z grania była porównywalna, a może i większa, bo opisy, które tworzyłem dwie dekady wcześniej okazały się niekiedy mocno "rozweselające"...
Rzucasz cztery razy kostką. Jeśli suma oczek wynosi np. 5 lub 7 lub 9 lub 11 lub 13 lub 15 lub 17 lub 19 lub jakąkolwiek inną nieparzytą liczbę...
... takie kwiatki.
Fajnie grało się w Spider-Mana.
Jakieś dwa lata temu miałem pomysł zrobienia nowej wersji Spider-Mana. Dziś możliwości poligraficzne pozwalają na stworzenie dużo bardziej profesjonalnej wersji gry, może nawet czegoś w postaci propozycji wydawniczej. Wszystko rozbiło się jednak o brak czasu. Nie mam też za bardzo pojęcia, jak poruszać się w świecie wydawców planszówek. W tym wypadku pewnie należałoby uderzyć również do Marvela, a to już spore schody i kolejna bariera w postaci znajomości języka. Z drugiej strony takie sprawy zostają pewnie po stronie potencjalnego wydawcy... może nadal warto?...
Kilka lat temu udało nam się jakimś cudem (chyba przy okazji 80 urodzin mojej babci) zasiąść starą ekipą w mieszkaniu moich rodziców, w tym samym pokoju, na tej samej wykładzinie co przed laty i znów zagrać w Spider-Mana (i pewnie był to ostatni raz, bo dziś porozjeżdżaliśmy się po całym kontynencie, mamy własne rodziny i tysiąc ważniejszych spraw na głowie). I przyjemność z grania była porównywalna, a może i większa, bo opisy, które tworzyłem dwie dekady wcześniej okazały się niekiedy mocno "rozweselające"...
Rzucasz cztery razy kostką. Jeśli suma oczek wynosi np. 5 lub 7 lub 9 lub 11 lub 13 lub 15 lub 17 lub 19 lub jakąkolwiek inną nieparzytą liczbę...
... takie kwiatki.
Fajnie grało się w Spider-Mana.
sobota, 15 lutego 2014
SPIDER-MAN - gra planszowa, cz. 2
Spider-Man był pierwszą planszówką, do której postanowiłem się mocno przyłożyć i fajny pomysł (wtedy wszystkie moje pomysły były przecież bardzo fajne :)) "profesjonalnie" zrealizować. Pierwotnie powstała plansza A4 na technicznym bloku, ale moje ambicje nie zostały zaspokojone i postanowiłem wykorzystać dużą (format 4 x A4), grubą, katonową i składaną planszę z innej gry. Tym samym, z użyciem mazaków, plasteliny oraz innych pomocniczych elementów powstała (na odwrocie) plansza która przetrwała do dziś w dość dobrym stanie. Punkt wyjściowy rozgrywki był prosty: w Nowym Jorku pojawia się kilku Spider-Manów i każdy z nich (czyli graczy) próbuje udowodnić, że to właśnie od jest tym prawdziwym. Wygrać (czyli zostać prawdziwym Człowiekiem Pająkiem) można było na dwa sposoby: docierając jako pierwszy do celu wyznaczonego na planszy lub pozostać jedynym graczem przy życiu. W pierwszej wersji gry występowało 20 innych postaci (superbohaterów i superłotrów), które poznałem na łamach miesięcznika, wydawanego przez TM-Semic. I to właśnie polska edycja serii była dla mnie źródłem wiedzy o nowych anty/bohaterach. Systematycznie przez kilka lat, równolegle do wystepów w komiksach, pojawiali się oni również w mojej grze. Ostatecznie powstało 115 kart postaci! Osobne grono stanowiła grupa mutantów, która dzięki komiksowej serii zasłużyła u mnie na wyróżnienie i odgrywała ważną, bardzo pozytywną rolę - każdy chciał spotkac X-Menów, bo zdecydowanie zwiększało to szanse na wygraną.
W pewnym momencie zacząłem rozwijać grę w niebepiecznym kierunku, chyba podąrzając ścieżką Marvela, który wprowadzał ciągle nowe postacie, klony, odpryski i tysiąc powiązanych wątków. Tak między innymi powstała dodatkowa plansza Torment, którą jednak po jakimś czasie gremialnie uznaliśmy za niepotrzebną i wycofaliśmy z rozgrywek (tym bardziej, że nigdzie nie zapisałem zasad rządzących tym "odpryskiem" i po pewnym czasie sam już nie bardzo wiedziałem, jak w to grać...).
Do dziś uważam, że dużym atutem gry była jej nieprzewidywaloność. Udało mi się wówczas stworzyć rozgrywkę, w której każda z postaci (jeśli nie straciła wszystkich punktów życia) miała szansę wygrać grę w każdym jej momencie. Oczywiście poszczególne wydarzenia i los sprawiały, że jedni mieli na to coraz większe szanse, inni mniejsze, ale do końca wszystko zostawało otwarte...
... ciąg dalszy nastąpi.
W pewnym momencie zacząłem rozwijać grę w niebepiecznym kierunku, chyba podąrzając ścieżką Marvela, który wprowadzał ciągle nowe postacie, klony, odpryski i tysiąc powiązanych wątków. Tak między innymi powstała dodatkowa plansza Torment, którą jednak po jakimś czasie gremialnie uznaliśmy za niepotrzebną i wycofaliśmy z rozgrywek (tym bardziej, że nigdzie nie zapisałem zasad rządzących tym "odpryskiem" i po pewnym czasie sam już nie bardzo wiedziałem, jak w to grać...).
Do dziś uważam, że dużym atutem gry była jej nieprzewidywaloność. Udało mi się wówczas stworzyć rozgrywkę, w której każda z postaci (jeśli nie straciła wszystkich punktów życia) miała szansę wygrać grę w każdym jej momencie. Oczywiście poszczególne wydarzenia i los sprawiały, że jedni mieli na to coraz większe szanse, inni mniejsze, ale do końca wszystko zostawało otwarte...
... ciąg dalszy nastąpi.
poniedziałek, 10 lutego 2014
SPIDER-MAN - gra planszowa, cz. 1
W Spider-mana grałem dziesiątki, a może nawet setki razy. W podstawówce i liceum to była najczęściej rozgrywana planszówka na posiedzeniach z moją siostrą i kuzynami. Śmiało mogę stwierdzić, że była to nasza ulubiona gra (na dalszych miejscach znalazłyby się pewnie Step by Step, Puchar Europy, Magia i Miecz oraz tradycyjny Eurobiznes). Dlatego dziś, z perspektywy czasu patrzę na nią jako na nie wykorzystaną szansę - bo planszówkę Spider-Man wymyśliłem i zrobiłem sam.
Było to w piątej klasie podstawówki, czyli w 1991 roku (23 lata temu!!!). Rok wcześniej rozpocząłem swoją przygodę z wymyślaniem gier. Sprowadzało się to do tworzenia papierowych wersji tytułów znanych z popularnych wówczas automatów video, ustawianych często w turystycznych miejscowościach, czy kilka lat później w salonach gier. Granie na automatach skutecznie opróżniało kieszenie i trwało zdecydowanie zbyt krótko. Umysł 10-latka postanowił temu zaradzić i stworzyć adaptacje na miarę swoich środków i technicznych możliwości. W ten sposób na kartkach papieru pojawiły się postacie przypakowanych gości, którzy przemierzali podejrzane uliczki i zaułki, tłukąc się z innymi pakerami. Na monitorze wszystko działo się w postaci animacji, u mnie na kartonach. Narysowana i wycięta postać z pomocą gracza przemierzała kolejne kartki papieru, na których widnieli coraz groźniejsi i więksi przeciwnicy. Uderzenia generowane przez ruchy joysticków, zastąpiłem rzutami kostką (lub kostkami). Pasek życia zamieniłem na zwykłą kartkę papieru z długopisem, na której startowało się np. z 20 punktami życia. Zasady były proste: pokonałeś postać, dostawałeś bonus i dopisywałeś sobie kilka punktów. Ale w trakcie walki, można było nieźle oberwać: Aby pokonać przeciwnika musisz 5 razy wyrzucić sześć oczek. Jeśli wyrzucisz piątkę, otrzymujesz supersiłę i możesz doliczyć jedno oczko przy następnym rzucie. Jeśli wyrzucisz trójkę lub czwórkę, Twoje ciosy zostały zablokowane, próbuj dalej. Wyrzuciłeś dwójkę - otrzymałeś silny cios pięścią w brzuch, tracisz jeden punkt życia. Wyrzuciłeś jedynkę - zostałeś niemal znokautowany kopnięciem w głowę, tracisz dwa punkty. Podobne opisy walki widniały pod każdą kolejną postacią. Chodziło o to, aby tak jak w grze video, pokonać jak najwięcej wrogów i dojść jak najdalej. Taka rywalizacja miała miejsce między moimi kumplami na koloniach. I jeśli dobrze kojarzę, inkasowałem nawet jakieś grosze (jak to za możliwość gry na automacie przystało) za dopuszczenie do rozgrywki. Po powrocie z kolonii miałem już bakcyla na tym punkcie i powstawały również moje własne wersje gier planszowych, których okładki widziałem na reklamach, a które albo nie były dostępne w moim mieście, albo po prostu nie było mnie na nie stać. Takim sposobem wymyśliłem między innymi Bruce'a Lee oraz Obcych.
Niestety, gry wylądowały później w śmieciach i chyba najwcześniejszą uchowaną do dnia dzisiejszego jest właśnie Spider-Man. Oczywiście na chwilę obecną pod wieloma względami jest to produkcja wtórna, niezbyt świeża i mało odkrywcza. Ale w momencie, gdy powstawała, wiele pomysłów rozwijało się w mojej głowie na bazie potrzeb gracza - wiele z patentów, które twórczo zastosowałem w grze, później spotykałem w innych planszówkach, kupionych w sklepie (choćby ilość punktów życia postaci, przeniesiona ze wspomnianych bijatyk)...
... ciąg dalszy nastąpi
Było to w piątej klasie podstawówki, czyli w 1991 roku (23 lata temu!!!). Rok wcześniej rozpocząłem swoją przygodę z wymyślaniem gier. Sprowadzało się to do tworzenia papierowych wersji tytułów znanych z popularnych wówczas automatów video, ustawianych często w turystycznych miejscowościach, czy kilka lat później w salonach gier. Granie na automatach skutecznie opróżniało kieszenie i trwało zdecydowanie zbyt krótko. Umysł 10-latka postanowił temu zaradzić i stworzyć adaptacje na miarę swoich środków i technicznych możliwości. W ten sposób na kartkach papieru pojawiły się postacie przypakowanych gości, którzy przemierzali podejrzane uliczki i zaułki, tłukąc się z innymi pakerami. Na monitorze wszystko działo się w postaci animacji, u mnie na kartonach. Narysowana i wycięta postać z pomocą gracza przemierzała kolejne kartki papieru, na których widnieli coraz groźniejsi i więksi przeciwnicy. Uderzenia generowane przez ruchy joysticków, zastąpiłem rzutami kostką (lub kostkami). Pasek życia zamieniłem na zwykłą kartkę papieru z długopisem, na której startowało się np. z 20 punktami życia. Zasady były proste: pokonałeś postać, dostawałeś bonus i dopisywałeś sobie kilka punktów. Ale w trakcie walki, można było nieźle oberwać: Aby pokonać przeciwnika musisz 5 razy wyrzucić sześć oczek. Jeśli wyrzucisz piątkę, otrzymujesz supersiłę i możesz doliczyć jedno oczko przy następnym rzucie. Jeśli wyrzucisz trójkę lub czwórkę, Twoje ciosy zostały zablokowane, próbuj dalej. Wyrzuciłeś dwójkę - otrzymałeś silny cios pięścią w brzuch, tracisz jeden punkt życia. Wyrzuciłeś jedynkę - zostałeś niemal znokautowany kopnięciem w głowę, tracisz dwa punkty. Podobne opisy walki widniały pod każdą kolejną postacią. Chodziło o to, aby tak jak w grze video, pokonać jak najwięcej wrogów i dojść jak najdalej. Taka rywalizacja miała miejsce między moimi kumplami na koloniach. I jeśli dobrze kojarzę, inkasowałem nawet jakieś grosze (jak to za możliwość gry na automacie przystało) za dopuszczenie do rozgrywki. Po powrocie z kolonii miałem już bakcyla na tym punkcie i powstawały również moje własne wersje gier planszowych, których okładki widziałem na reklamach, a które albo nie były dostępne w moim mieście, albo po prostu nie było mnie na nie stać. Takim sposobem wymyśliłem między innymi Bruce'a Lee oraz Obcych.
Niestety, gry wylądowały później w śmieciach i chyba najwcześniejszą uchowaną do dnia dzisiejszego jest właśnie Spider-Man. Oczywiście na chwilę obecną pod wieloma względami jest to produkcja wtórna, niezbyt świeża i mało odkrywcza. Ale w momencie, gdy powstawała, wiele pomysłów rozwijało się w mojej głowie na bazie potrzeb gracza - wiele z patentów, które twórczo zastosowałem w grze, później spotykałem w innych planszówkach, kupionych w sklepie (choćby ilość punktów życia postaci, przeniesiona ze wspomnianych bijatyk)...
... ciąg dalszy nastąpi
czwartek, 5 września 2013
STAR WARS po mojemu
Czternaście lat temu zrobiłem (na zorgaznizowany przez Egmont) konkurs rysunkowy pięć gwiezdnowojennych grafik. Nie pamiętam czy wysłałem tam wszystkie, ale udało mi się chyba zgarnąć nawet główną nagrodę (Boba Fett). Pamiętam natomiast, że byłem z tych rysunków zadowolony (i, mimo upływu lat, jestem nadal - no, może poza jednym, zgadujcie :)).
czwartek, 15 sierpnia 2013
Odkopałem...
Wśród stosu zarysowanego papieru odkopałem dzisiaj sporo starszego komiksowego (i nie tylko) materiału, który warto pokazać na blogu - jako ciekawostkę, jako znak czasu, a niekiedy również jako efekt pracy, z którego jestem (o dziwo!) zadowolony po latach.
Niektóre rzeczy pochodzą jeszcze z liceum, ale są również nowsze z czasów niezapomnianych studiów. Część z nich przypomni się światu, ale spora partia trafi pod oko widza premierowo. Na pierwszy ogień idzie ronkowy Batman, kolejne prace będę wrzucał stopniowo, w miarę obczarowywania papieru na widok z monitora.
Niektóre rzeczy pochodzą jeszcze z liceum, ale są również nowsze z czasów niezapomnianych studiów. Część z nich przypomni się światu, ale spora partia trafi pod oko widza premierowo. Na pierwszy ogień idzie ronkowy Batman, kolejne prace będę wrzucał stopniowo, w miarę obczarowywania papieru na widok z monitora.
wtorek, 26 marca 2013
BATMAN - PRAWDA
Kilkanaście lat temu, chyba specjalnie na konkurs łódzkiej MFKi, zrobiłem jednoplanszówkę o Batmanie (przy okazji dołączam oficjalnie do grona niezadowolonych, krytykujących tegoroczny zabieg ze "sponsoringiem" tego zacnego konkursu) i całe lata przeleżał w szufladzie (przynajmniej nie przypominam sobie, aby poszedł kiedykolwiek gdziekolwiek drukiem). Nie wiem czy po 14 latach jestem mądrzejszy, bardziej pokorny, czy może mniej odważny, ale dziś podobnego shorta bym raczej nie poczynił... tak czy inaczej wypada mi tylko powtórzyć napis z odwrotu planszy: "Dedykowane Bobowi Kane'owi".
piątek, 7 grudnia 2012
One istnieją naprawdę...
Może pamiętacie planszę ze STRACHAMI, którą wrzuciłem jakiś czas temu na bloga - jeśli nie, TU można pamięć odświeżyć (czy też zapoznać się z shortem). Otóż chciałem oznajmić, że bohaterowie tego komiksu istnieją naprawdę, nie w metaforze, przenośni a tym bardziej nie tylko w wyobraźni autora (ani w chorobie). Być może spodziewacie się, że powinienem w tym momencie przerwać, bo jest godzina obchodów w szpitalach (8:30), na oddziałach psychiatrii również (chyba!), i zażyć leki. - Panie doktorze, momencik, udowodnijmy tym niedowiarkom, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda (a Elvis żyje, i Michael też!).
Cóż widocznie wstałem dziś zbyt wcześnie... w każdym razie spójrzcie na grafy i fotki poniżej.
Swego czasu (jakoś w trakcie liceum) miałem fazę na robienie dziwnych ludzików z modeliny. Miałem nawet pomysł na sprzedaż tego rękodzieła (oraz pocornu!!! robionego u cioci w garnku) na przydrożnym jarmarku. Do dziś część z nich się zachowała, i w pewnym momencie mego życia stała się inspiracją dla komiksowych postaci - co widać na załączonych obrazkach.
Mam też coś dla fanów amerykańskich superherosów - najprawdziwszy z prawdziwych pierścień Zielonej Latarni. Teraz możecie zaakceptować fakt, że wówczas, gdy widzieliście na niebie chuderlawego kolesia w zielonych rajstopach to nie był sen.
No i na koniec pierścień... eee... Pierścień Korpusu Fioletowej Czaszki.
Pierścienie są może mniej zgrabne niż ludziki, ale powstały nieco wcześniej (zapewne za czasów tm-semicowskiego Green Lanterna).
.............. takie to były czasy.
Cóż widocznie wstałem dziś zbyt wcześnie... w każdym razie spójrzcie na grafy i fotki poniżej.
Swego czasu (jakoś w trakcie liceum) miałem fazę na robienie dziwnych ludzików z modeliny. Miałem nawet pomysł na sprzedaż tego rękodzieła (oraz pocornu!!! robionego u cioci w garnku) na przydrożnym jarmarku. Do dziś część z nich się zachowała, i w pewnym momencie mego życia stała się inspiracją dla komiksowych postaci - co widać na załączonych obrazkach.
Mam też coś dla fanów amerykańskich superherosów - najprawdziwszy z prawdziwych pierścień Zielonej Latarni. Teraz możecie zaakceptować fakt, że wówczas, gdy widzieliście na niebie chuderlawego kolesia w zielonych rajstopach to nie był sen.
No i na koniec pierścień... eee... Pierścień Korpusu Fioletowej Czaszki.
Pierścienie są może mniej zgrabne niż ludziki, ale powstały nieco wcześniej (zapewne za czasów tm-semicowskiego Green Lanterna).
.............. takie to były czasy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)