WOJENNA ODYSEJA ANTKA SREBRNEGO

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLECAM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLECAM. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 kwietnia 2018

ANIMOWANY Antek

Jakiś czas temu powstała animacja na podstawie pierwszej części "Wojennej odysei Antka Srebrnego". Fajnie wyglądają rysowani przeze mnie i "ożywieni" przez Ninę Minor oraz Pawła Wypycha postacie :) Podobno trwają prace nad kolejną animacją ;)


wtorek, 14 lutego 2017

Znacie KUMPLA?

Przez dłuższy czas funkcjonowałem na blogu, informując świat o moich zawodowych (niemal wyłącznie) planach i aktualnych pracach. Rok temu pojawiłem się na FB i blog niestety zamarł.
Postaram się to nieco odmienić i przywrócić MUNDIALMANOWI dawny blask! ;)


Na pierwszy ogień info o KUMPLU - z magazynem współpracuję już nieprzerwanie od 9 lat. Oczywiście wszystko zaczęło się nieco przypadkiem i mało brakowało, a do współpracy może wcale by nie doszło - standard! Przez ten szmat czasu powstało setki plansz komiksów i setki innych rysunków. Mimo, że niemal wyłącznie wirtualnie zżyłem się z redakcją pisma i dziś śmiało mogę stwierdzić, że czuję się jej częścią (w taki pokraczny, nowoczesny, wirtualny właśnie sposób - takie czasy).  Momentami było mnie więcej w magazynie, momentami mniej...


Teraz, od stycznia mamy nową odsłonę KUMPLA, która przynosi sporo zmian, zarówno w warstwie zawartości, jak i graficznej. Jestem przekonany, że to krok w dobrą stronę - KUMPEL prezentuje się lepiej i jest bardziej atrakcyjny dla młodego odbiorcy. W treści jest więcej konkretów, edukacji podanej w przystępny, zabawowy sposób - Magda Maciak (redaktorka naczelna) zrobiła bardzo dobrą robotę.


Polecam KUMPLA - znajdziecie tam komiks z Adą i dużo innych moich rysunków. Szczególnie zaś polecam, jeśli macie dzieciaki - spróbujcie, czy KUMPEL działa :)


Magazyn jest aktualnie miesięcznikiem i kosztuje 7,60 zł. - znajdziecie go w kioskach, EMPIKach i salonikach prasowych. Możecie zamówić też wysyłkowo (bezpłatna przesyłka) i przy okazji zapłacić nieco taniej, zamawiając prenumeratę: 3 lub 12-miesięczną - PRENUMERATA KUMPLA (dodatkowo otrzymacie w prezencie kolorowankę z Mikołajkiem).


Zatem do przeczytania w KUMPLU i mam nadzieję niebawem ponownie na blogu :)



sobota, 21 marca 2015

HEJ, JĘDREK po raz pierwszy

Wczoraj wieczorem zajrzałem do pierwszej części Hej, Jędrka, aby zerknąć (na chwilę!) jak prezentują się z grubsza przygody nowego bohatera twórców Jeża Jerzego. Dzisiaj rano jestem już po lekturze całej książki! Wniosek z tego jeden: dla 35-letnich chłopców to świetna, wciągająca lektura! Podejrzewam, że dla młodszych również.


Hej, Jędrek to połączenie tradycyjnej literackiej formy z komiksem i fantastyczne wykorzystanie ich możliwości. Widać, że dla autorów oba języki twórczej wypowiedzi są zupełnie naturalne, bo czytelnik płynie przez opowieść, niepostrzeżenie przechodząc ze słowa pisanego w rysowane i odwrotnie. 

Mam wrażenie, że dzięki elementom komiksowym odbiorca szybko zostaje wchłonięty w przedstawiony świat Jędrka i szybciej staje się jego częścią. Pewne elementy dostajemy rysunkowo na tacy, do wyobrażenia kolejnych jesteśmy odpowiednio nakręceni i ukierunkowani. Forma książki sprawdza się więc znakomicie na dzisiejsze "pędzące czasy", nie przyspieszając jeszcze bardziej, ale oferując inny sposób opowiadania, który tam gdzie można/trzeba jest szybki, ale nie gubi żadnych treści.



Książka nie należy do ciepłych, miłych i sympatycznych czytanek. Sporo tu nieskrępowanego humoru (czasami lekko czarnego, czyli powiedzmy szarego), odważnych tez, szczerości do łez i ciętej riposty - ciężko mi sobie wyobrazić podobną lekturę za moich dziecięcych czy nastoletnich czasów. Wszystko to jednak sprawia, że Jędrek jest bardzo prawdziwy. Bo czy na co dzień w wieku 10 lat jesteśmy grzeczni, mili i sympatyczni? I czy siostra nie wrzeszczy na nas "Ty śmierdzielu!"? Może momentami świat przedstawiony z perspektywy 10-latka jest nieco przerysowany, ale robi to tylko dobrze prezentowanym historiom. Jest tu trochę Calvina (& Hobesa), jest nieco Mikołajka, ale najwięcej jest po prostu Jędrka - spodziewam się sporych sukcesów serii (autorzy już dziś mają zaplanowane 6 tomów, ale nie wykluczają kolejnych).


Jędrek bardzo przypadł mi do gustu. Aż sam jestem zdziwiony, bo jako wieloletni czytelnik, miłośnik i fan komiksu, uważam tę postać za najlepsze dokonanie duetu Skarżycki-Leśniak. Świetny bohater, ciekawe perypetie - chcę więcej, a  chęć tę potęguje zaprezentowana okładka drugiego tomu Hej, Jędrka pt. Gdzie moja forsa?- szykuje się "grubsza sprawa".

Zdecydowanie polecam!

piątek, 13 marca 2015

FISTASZKI tom 11

Przyglądając się kolejnej odsłonie Fistaszków zebranych (tym razem z prasy lat 1971 - 1972) warto zwrócić uwagę na świetne przygotowanie graficzne tego wydania. Zanim zaczniemy czytać komiks, mamy przyjemność wejść w spokojny świat Fistaszków, przerzucając kolejne kartki, na których brak edytorskiego pośpiechu i krojenia kosztów mniejszą ilością "niepotrzebnych" stron. Otwieramy album i trafiamy na ciche, klimatyczne kadry z komiksów Schulza. Przekręcamy kartkę i spotykamy czystą jednobarwną stronę, dalej całostronicowy rysunek z tytułem, wypełniający dwie strony "szlaczek" trawy, kolejne dwie strony skromnych białych płatków śniegu na beżowym tle, stronę redakcyjną, stronę tytułową, kolejną "pustą kartkę", i dalej, i dalej... spokojnie, bez pośpiechu, z graficznym i kolorystycznym wyczuciem. Pierwsze paski znajdziemy na 19 stronie. Zasługują one na takie potraktowanie.



Po lekturze 11-tego już tomu Fistaszków zebranych można ponownie napisać, że paski stworzone przez Schulza są zabawne, mądre, życiowe, pouczające, refleksyjne... Oczywiście jedne pomysły są lepsze, drugie gorsze.  Tym razem jednak zwróciłem uwagę, że niektóre bywają również... absurdalne! Mają w sobie coś z angielskiego poczucia humoru, komizm pokrewny sytuacjom rodem z Monty Pythona. Bo któż spodziewałby się, że ptaszek Woodstock otrzyma stypendium w szkole robali?! Po czym wyrusza tam lecąc do góry nogami i śle listy do psa Snoopy'ego. Kosmiczny pomysł, który albo nie zrobi żadnego wrażenia albo wstrząśnie siłą abstrakcji!



Trzymając w rękach kolejny tom Fistaszków jestem pod ogromnym wrażeniem, jak wiele tych pasków powstało. Jako twórca komiksów z podziwem mogę patrzeć nie tylko na poziom, ale i na ilość obrazkowych opowieści, które stworzył Schulz. To już przecież jedenasta 344-stronicowa książka, a jesteśmy mniej więcej dopiero na półmetku całej kolekcji.



Jestem pełen podziwu, jak wierny swym postaciom był Charles M. Schulz, jak bardzo musiały być one częścią jego życia (bo w takim przypadku nie ma innego wyjścia), jak bardzo osobiście je traktował i ile siebie zawarł w rysunkowych bohaterach.

Pewnie dlatego Fistaszki są tak dobre.

czwartek, 5 marca 2015

Moje POSTAPO

To taka moja krótka przygoda z komiksem wymyślonym przez Giza. Kibicuję projektowi i mocno trzymam kciuki, tym bardziej że jest realna szansa, by już najbliższej jesieni tytuł wyszedł poza polskie zaczarowane dwa albumy. Powstaje część trzecia, a dodatkowo zaawansowane prace trwają również nad antologią, w której w świat Postapo wejdą inni rysownicy.



Mój epizod z Postapo wyewoluował z powrotu Daniela do KGB (choć rysunek, który widzicie powyżej powstał - jak wskazuje podpis - jeszcze wcześniej, chyba bezpośrednio po lekturze pierwszego albumu). W każdym razie próba wspólnego shorta nie wypaliła - bardzo chciałem, ale nie podołałem czasowo. Aby nie spaprać pośpiechem dobrej pracy Daniela, scenariusz poszedł w inne ręce, a u mnie w szufladzie został próbny szkic pierwszej strony (do zobaczenia niżej)... Wszystko skończyło się happy endem, bo komiks narysowany przez Grześka Pawlaka został doceniony w Łodzi na MFK, zdobywając jedną z nagród w corocznym konkursie na krótką formę komiksową.



Jeśli jeszcze ktoś nie miał okazji, z czystym sercem polecam zakup i lekturę Postapo, np. TUTAJ. Śpieszcie się, bo nakład jedynki jest już na wyczerpaniu.

wtorek, 11 listopada 2014

Jest dobrze!

Zachęcam do lektury pierwszego tomu Tomka i Jacka. Michał Chojnacki i Jakub Grochola zrobili kawał dobrego komiksu. Więcej na STRONIE DLA DZIECI po kliknięciu w okładkę:

http://www.stronadladzieci.pl/2014/11/recenzja-tomek-i-jacek-tom-1-piraci-z.html

piątek, 20 czerwca 2014

Zinobranie

Jakoś w ostatnim czasie, głównie z okazji FKW, ale nie tylko, naszło mnie, by popatrzeć na zinowe (czy też może raczej niezależne) produkcje polskich twórców. Kupiłem tego sporo, to tu, to tam.

Pięknie się te ziny prezentują - ładnie wydane, fikuśne bajerki, czarna czerń, kolorowe kolorki, przeróżny papier i foliowanie na okładce. Patrząc pod tym kątem, to dawnego xerowanego undergroundu, kleju i nożyczek tu nie uświadczysz - inna epoka, wigry 3 kontra suzuki. Ale jeśli chodzi o treść to dzisiejsze produkcje podziemiem są pełną gębą. Dziś od strony technicznej łatwiej zrobić zina, stworzyć niezależną produkcję, i młodzi polscy autorzy coraz częściej tę drogę wypowiedzi/prezentacji wykorzystują.

Jeszcze nie tak dawno słychać było gdzieniegdzie sentymentalne narzekanie, że skończyły się ziny, że po prężnym okresie lat dziewięćdziesiątych zapanowała posucha i ludziom przestało się chcieć. No to teraz zdaje mi się jest wszystkiego więcej, i lepiej. I ładniej.
I mnie to cieszy.


Jedne rzeczy podobają mi się mniej, inne bardziej, jeszcze inne wcale. Jedne doceniam, innych nie rozumiem. Ale z uśmiechem na twarzy stwierdzam, że polskie komiksowe podziemie istnieje. I (mimo czasami błyszczących okładek) jest bliżej undergroundu niż kiedyś my byliśmy ze swymi zinami.

Popatrzcie na część tego bogactwa. I kupcie od czasu do czasu niezależny komiks:

 
 
 

czwartek, 12 czerwca 2014

HEJ, MISIEK

Hej, Misiek! to komiks, będący od strony formalnej znakiem czasu, swego rodzaju obrazem aktualnej sytuacji polskiego komiksu.

https://www.facebook.com/hejmisiekkomiks?ref=stream#!/hejmisiekkomiks

Ludzi kupujących komiksy w naszym kraju nie jest zbyt dużo, ciężko zmienić powszechne przekonanie, że publikacja komiksowa jest czymś, na co nie warto wydać pieniądze. Ciężko tym bardziej, kiedy nadal w mediach i z lewa i z prawa, ni z gruszki ni z pietruszki utwierdza się ludzi w takim znaczeniu słowa, stosując przymiotnik "komiksowy" lub po prostu określenie "komiks" jako synonim słów "rozrywkowy", "niepoważny", "przerysowany". W ostatnich miesiącach miałem nieprzyjemność natknąć się na takie kwiatki z ust Wojewódzkiego, Olechowskiego i Biedronia. W pierwszym przypadku odsyłam do autorskiego programu Kuby Wojewódzkiego. Jeśli chodzi o polityków, rozmów słuchałem w radiu, chyba w Zetce u Olejnik. Odleciałem od tematu. W każdym razie dziś sytuacja polskiego twórcy komiksowego bardzo często wygląda tak jak w słabym dowcipie: Co robi polski rysownik komiksów po pracy? Rysuje komiksy! ... bo zazwyczaj pracuje w zupełnie innym zawodzie, a komiksy niedochodowo robi z zamiłowania w domu.
Pewnym wybiegiem z tej sytauacji w ostatnich latach stały się różnego rodzaju projekty, w których zeszyt/album komiksowy pełni założoną promocyjną lub edukacyjną funkcję. Hej, Misiek powstał dzięki nieco innej (ale równie okrężnej) inicjatywie - Dominik Szcześniak otrzymał bowiem stypendium Prezydenta Miasta Lublin na realizację komiksowego albumu.



Mimo że takie zlecenia, granty czy stypendia nie pozwalają oczywiście na twórczy komfort, nie zastępując zarobkowej pracy (a jedynie może prace dorywcze) powstał kawał fajnej komiksowej roboty.
Drugą cechą Hej, Miśka, która jest symptomatyczna dla obecnych czasów jest sposób publikacji. Komiks ukazywał się w sieci na własnym profilu FB, dzień w dzień, przez miesiąc. Nie jestem fanem tego typu wirtualnej prezentacji, komiksy i książki zdecydowanie wolę czytać trzymając papierową wersję w ręku. Mimo tego śledziłem Hej, Miśka dość wiernie. Bez wątpienia komiks przyciąga więc czytelnika, również takiego niefejsbukowego.
Dominik Szcześniak stworzył (zazwyczaj jedoplanszowe) historie, w których przedstawił fragmenty własnego życia, mniej lub bardziej (zazwyczaj jednak bardziej) związane z jego czteroletnim synem. Doświadczenia młodego rodzica i zabawne historie z Miśkiem przelane na papier są swego rodzaju samograjem. Z małym zastrzeżeniem, że ów trafia w ręce doświadczonego autora komiksów, dla którego język komiksu jest naturalnym sposobem wypowiedzi. Tak stało się w tym przypadku i efekt jest bardzo zadowalający.
Naturalną koleją rzeczy autor wybiera i opowiada czytelnikom, najfajniejsze, najśmieszniejsze i najciekawsze wydarzenia autorstwa kilkuletniego dzieciaka - tak jak opowiada się je dobrym znajomym.

Jest jednak w komiksie pewien element odsłaniania również własnego oblicza. Poznajemy zabawnego, mądrego i momentami zaskakującego Miśka, ale poznajemy również jego ojca, tatę, a czasami tatusia, który odsłania przed czytelnikami swoją bardziej wrażliwą i emocjonalną twarz, opowiada o swoich słabostkach, głupotkach, o sobie.
Tak. Podczas lektury możemy się poczuć jak dobrzy znajomi autora.

sobota, 31 maja 2014

ZA FURTKĄ

Wczoraj bez przekonania, nieco z przypadku, nieco z przeznaczenia, wpadł w moje ręce komiks dwóch polskich autorek - Dominiki Węcławek i Karoliny Danek. Panie (dziewczyny?) stworzyły dzieło bardzo spójne, zazębiające się na każdym poziomie i opowiedziały piękną historię z codzienności, którą przeżywamy (wcześniej lub później, w bardziej lub mniej podobnej postaci) wszyscy. Miałem wrażenie, że czytam komiks autorski, pełen osobistej wypowiedzi, bez filtrów rysownika (w tym wypadku rysowniczki), więc jeśli to debiut autorek i pierwszy wspólny projekt, tym większe należą się brawa. Komiks, który przypomniał mi o kilku ważnych sprawach, który przywołał obrazy i wspomnienia z dzieciństwa, trafiający w czułe punkty, poruszający...
 


A przechodząc do sedna mojej wypowiedzi: to najlepszy komiks wydany przez Centralę - dla mnie ogromne pozytywne zaskoczenie.
Powaliła mnie autentyczność tych stu stron, spokojnie opowiedziana historia, bardzo dobry scenariusz. Oceniając same rysunki (co mimochodem zrobiłem przed lekturą), nie byłbym aż tak pochelbny. Ale w integralnej całości komiksu strona graficzna zyskuje - Karolina Danek nie jest (jeszcze) znakomitą rysowniczką, ale jest (już) świetną rysowniczką komiksów. Poza tym zdaje mi się, że za kilkaset stron doświadczenia rozmowa na temat graficznej jakości spod nazwiska Karoliny będzie zupełnie inna - w niektórych kadrach widać lekkość i grację kreski, szczególnie trafną w zbliżeniach twarzy i oddawaniu emocji. Widać duży potencjał, który mogą uwolnić kolejne albumy.

Nie macie Za furtką? Kupcie, to świetny komiks!
Aż dziw, że tak cicho przemknął przez polskie komiksowo.

czwartek, 13 lutego 2014

ORBITAL 3 & 4

Pierwszy tom serii, wydanej u nas dość niespodziewanie przez Taurus, zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Zaowocowało to wrzuceniem albumu do mojej dziesiątki najlepszych komiksów 2012 roku oraz wyczekiwaniem na kontynuację. Dwójka okazała się sporym rozczarowaniem, o czym również napisałem kilka słów na blogu. Pewnie dlatego zdecydowanie zdrowiej podszedłem do lektury nastepnych albumów (tworzących jedną historię), które przeczytałem jednym ciągiem. Mógłbym rzec również: jednym tchem. I stwierdzam pewnie, że zadyszka po drugiej części, autorom już minęła. Nieodparcie mam wrażenie, że wówczas termin mocno musiał naciskać na rysownika.

 
Tym razem nie zdarzają się już "puste" tła, pospieszne cieniowanie i uproszczone kadry. Powróciło bogactwo szczegółów, które nad wyraz prezentuje się w scenografiach Kuala Lumpur przyszłości. Serge Pelle w znakomity sposób połączył klimat tradycyjnej kultury Malezji i fantastycznych (również technologicznie) elementów, pełniąc rolę nie tylko rysownika, ale również swego rodzaju projektanta. Pierwszoplanowi bohaterowie nabrali charakteru, pozostali często dają przykład bogatej wyobraźni, zarówno grafika jak i scenarzysty. Sylvain Runberg również wrócił do formy z początku opowieści i stworzył ciekawą, wciągającą fabułę.
Orbital jako cykl czterech albumów to dla mnie jedna z najlepszych komiksowych historii science fiction, opublikowanych w kraju nad Wisłą. Równie dobrze z fantastyką było mi chyba ostatnio za czasów Wiecznej wojny i Pelissy (wiem, że to już fantasy, ale kreska i umiejętność kreowania atrakcyjnych światów w Orbitalu, przypominają mi cykl W poszukiwaniu Ptaka Czasu).

poniedziałek, 14 października 2013

Polski świat zagłady


Postapo rozbudzało moją ciekawość już od kilku miesięcy, przed premierą. Internetowe informacje (między innymi Kibicowanie na Ziniolu) i choćby sam tytuł z grubsza nakreśliły tematykę, która za sprawą Kirkmana mocno mi w ostatnich latach pasuje. Tym razem za tworzenie postapokaliptycznej rzeczywistości wzięli się Polacy i chcąc nie chcąc z twórcą The Walking Dead (przynajmniej w moim odbiorze) się skonfortowali. Jak wypadli? Ano tak, jakbym czytał kilka kolejnych zeszytów amerykańskiej serii. Może bez fajerwerków i nagłych zwrotów akcji, którymi biegle posługuje się Kirkman, ale czytało mi się ten album płynnie i z zainteresowaniem - zostałem wciągnięty w opowieść i losy bohaterów.

Z jednej strony zarzucić można więc brak oryginalności. Z drugiej jednak doceniam pracę młodych polskich autorów (w tym aspekcie głównie scenarzysty, choć nie wiem, ile wkładu miał Krzysiek Małecki np. w kadrowanie, które odgrywa w wielu scenach ważną rolę), panowie udowadniają, że potrafią robić dobry i ciekawy komiks mainstreamowy - "do poczytania", na którego kolejny zeszyt/tom wydaje się pieniądze bez większego zastanowienia.




Główny problem w ocenianiu fabuły takiego komiksu tkwi w realiach polskiego rynku. Dla przykładu, przygodę z Żywymi Trupami rozpocząłem hurtowo, łykając trzy tomy pod rząd. Po lekturze kilkuset stron wiedziałem z czym mam do czynienia, miałem mocno zarysowany świat, określonych bohaterów i mocno rozwinięte różne wątki. Postapo to zaledwie połowa jednego amerykańskiego trade'a, więc wielu odpowiedzi autorzy udzielić nam nie mogli. To zbyt mała przestrzeń, aby powiedzieć czy świat wykreowany przez Daniela Gizickiego jest czymś więcej niż poprawnością i na ile ten świat w głowie scenarzysty już istnieje - paradoksalnie, jak na polskie realia, jest to jednak sporych rozmiarów pierwszy strzał.

Dlatego nie będę przyczepiał się na razie, że prezentowana rzeczywistość nie jest zbyt doprecyzowana, że brak tu konkretów i wyjaśnienia przyczyn (rozumiem, że to nie świat zombie, ale jeśli nie, to co...)




Te kilkadziesiąt stron dało mi natomiast pewność, że zarówno Daniel, jak i Krzysiek potrafią ciekawie opowiadać. U rysownika widać jeszcze braki, nawet w obranej stylistyce, która wyraźnie ucieka od "pleców konia". Ale widać również (choćby na przestrzeni tego albumu), że radzi sobie coraz lepiej i pewniej.

Na pewno Postapo - Nienormalna normalność nie zawiodło moich oczekiwań, z chęcią przeczytam kolejne przygody Marcina Tramowskiego i spółki.

środa, 18 września 2013

PORTUGALIA - Cyril Pedrosa

Piękny komiks przeczytałem. Cyril Pedrosa na 264 stronach odmalował kawał swojego życia i emocji. Piszę "odmalował", bo największą siłą tej opowieści jest kolor, barwa, odcienie i kolorsytyczna tonacja. Niby normalną sprawą jest posługiwanie się barwami dla podkreślenia nastroju opowiadanej historii i w zasadzie czyni tak każdy, kto nakłada w miarę profesjonalnie kolor na swoje (lub nieswoje) rysunki. Jednak Portugalia pod tym wzgledem jest mistrzowska i niepowtarzalna - ja po raz pierwszy zetknąłem się z tak silnym i trafnym wykorzystaniem barwy w komiksie. Ciężko ująć mi to słowami, ale dzieje się tu coś na pograniczu odkrywania nowych możliwości medium - obok scenariusza i rysunku, na równych prawach i z niemniejszą siłą istnieje w tym komiksie kolor, którym Pedrosa opowiada historię.
 


Portugalia to delikatnie płynąca opowieść, którą autor dzieli się z czytelnikiem. Czuć w niej intymność i prawdę, Pedrosa w znakomity sposób przenika świat rzeczywistych wydarzeń z graficznym przedstawieniem swych emocjonalnych stanów i doświadczeń. Nie siląc się przy okazji na artzym i nie burząc odbiorcy fabularnej ciągłości. Wręcz odwrotnie, bo pozwala czytelnikowi zajrzeć nie tylko w swoje cztery ściany, ale również odsłonić nieco stany umysłu/ducha, towarzyszące konkretnym sytuacjom.

Czytam raz jeszcze początek tego tekstu i mam dylemat, bo ciężko wycofać mi się z twierdzenia, że "największą siłą opowieści jest kolor". Z drugiej jednak strony scenariusz stoi u podstaw tych wszystkich zabiegów. A jakość rysunków sama w sobie również stanowi poziom, do którego nieudanie aspiruje wielu grafików. Chyba po prostu w przypadku tak bardzo autorskiego komiksu ciężko w stu procenatch rozłożyć dzieło na takie składowe.

Jeśli ktoś nie czytał, szczerze polecam zakup!

piątek, 30 sierpnia 2013

JLA tom 1

Liga Sprawiedliwości - Początek to album zamykający "pierwszy rzut" Nowego DC Comics na polski rynek. Czwarty z tomów, przedstawiających NEW 52 pod względem fabularnym jest zdecydowanie najprostszą historią - i można z tego czynić zarzut, ale zdecydowanie nie trzeba. Budowa scenariusza i treść jakby wyjęta z produkcji pierwszej połowy lat 90-tych (których kwintesencją było powstanie wydawnictwa Image) przedstawia czytelnikom pierwsze spotkanie największych herosów DC, czyniąc polem poznania szereg mniejszych bądź większych bitek. Geoff John nie wgłębia się (przynajmniej na razie) zbytnio w psychikę bohaterów, jasno zarysowuje charaktery poszczególnych postaci, buduje pomiędzy nimi proste relacje. Generalnie scenariusz wydaje się układać w taki sposób, by być głównie pretekstem do pokazania graficznych fajerwerków Jima Lee i tuszującego go Scotta Williamsa.


Jeśli ktoś lubił X-Menów, rysowanych przez tych panów, z pewnością spodoba mu się również premierowy tom Ligi Sprawiedliwości - to superbohaterszczyzna pełną gębą. Mimo tej niezbyt skomplikowanej fabuły, pierwszy występ JLA w naszym kraju jest udaną klamrą zaserwowaną nam przez Egmont, i dla mnie obok Batmana - Trybunału Sów najciekawszą pozycją w tym czterotomowym zestawie.


Jeśli chodzi o konforntację z WKKM (no nie wiem, samo mi się to jakoś tak rozwinęło, więc kontynuuję :)) to od ostatniego wpisu poruszającego ten temat otrzymałem cztery albumy od Hachette (16-19), ale tylko jedną nowość Kapitan Ameryka: Nowy Porządek, reszta to duble. Także w zupełnie subiektywnym odbiorze również tu szału nie ma. Powiedziałbym, że ostatnie miesiące w zderzeniu polskiego Marvela z polskim DC przyniosły remis. I szkoda tylko, że tym razem nie sprawdziło się przysłowie "gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta", bo Mucha wyszła w tym czasie tylko z bardzo średnim Bisleyem i jednym mocnym akcentem w postaci Kick-Assa. Zapowiada się jednak jesień pełna mocnych ciosów, wyprowadzanych przez całą wydawniczą trójkę. No to czekam.

niedziela, 25 sierpnia 2013

FISTASZKI tom 9

Nasza Księgarnia przedstawiła okładkę 9 tomu Fistaszków Zebranych:


Komiks, zbierający paski Schulza z lat 1967-1968 pojawi się w Polsce 16 października i opatrzony będzie wstępem Macieja Wojtyszko. Będziemy zatem już niemal na półmetku, bo z tego co się orientuję komplet stanowi 20 tomów. Polecam (można powiedzieć w ciemno).

sobota, 24 sierpnia 2013

Szkoda by było...

Momentami rynek komiksowy w Polsce mnie zaskakuje. Zapewne nie tylko mnie, bo mimo swego niewielkiego rozmiaru jest mało przewidywalny i dość kapryśny (choć to akurat zazwyczaj chodzi w parze z każdego rodzaju elitarnością, nawet taką komiksową).

Mocną i niestety niezbyt dobrą informację odnaleźć można było jakiś czas temu w odpowiedziach naczelnego KŚK Tomasza Kołodziejczaka: Blueberry Charliera i Moebiusa sprzedaje się coraz gorzej i na tyle słabo, że niepewny jest los kolejnych tomów. Być może seria zostanie zawieszona/zamknięta. Wtedy na ewentualną (trzecią, po edycjach Podsiedlika i Egmontu) kontynuację przyjdzie nam czekać kolejnych kilka lat (jeśli w ogóle taka nastąpi). Zaskakująca to dla mnie wiadomość, bo po pierwsze Moebius jest u nas twórcą stosunkowo znanym i docenianym, a inne jego tytuły sprzedały się conajmniej zadowalająco. Po drugie Bluberry mimo upływu lat jest bardzo dobrą lekturą i co ważne scenariusz i rysunek nie muszą wstydzić się siebie nawzajem. Po trzecie nakład pierwszego tomu Egmontu jest już wyprzedany...


Optymiści mogliby ucieszyć się plotką, która huknęła kilka dni temu w sieci, jakoby były szanse na sprowadzenia do Polski Blueberry - Kolekcji Hachette, którą przygotował francuski oddział tej oficyny. Szanse są zawsze, ale wg mnie takie, jak na wydanie tej serii przez wszystkich innych wydawców w naszym kraju - czyli niemal zerowe. Francuski Hachette ma w swej ofercie wiele podobnych kolekcji (m.in. Lucky Luke'a, Blake'a i Mortimera, czy choćby Thorgala, który u nas po rzucie testowym wpadł w wielomiesięczny niebyt ciszy - tu można mieć nadzieję, że zmieni to koniec wakacji).


Zdziwiła mnie też informacja napotkana na forum Gildii, która przynosiła wieści o oryginalnej kontynuacji Składu Głównego. Pierwsze trzy albumy, stworzone przez Loisela i Trippego, powstały w latach 2006-2007 i dość szybko pojawiły się u nas w kraju jako integral w kolekcji Plansze Europy (2010). Okazuje się, że od tego czasu powstało już wystarczająco materiału, by spokojnie uraczyć nas kolejnym zbiorczym tomem, ale jak na razie Egmont o tym nawet nie wspomina, a ciągła dostępność pierwszego albumu w księgarniach pozwala przypuszczać, że sprzedaż również nie jest powalająca. Mimo, że nazwisko Loisela, wypromowane jeszcze za czasów Komiksu Fantastyki, sprzedało przecież u nas zarówno cykl W poszukiwaniu Ptaka Czasu, jak i Piotrusia Pana.


Oba te tytuły wpisują się dla mnie w publikacje z kategorii MUSISZMIEĆ i bez żadnych wątpliwości umieszczam je niemal we wszelkich zestawieniach typu TOP 10 (miesiąca, roku, za rysunek, za scenariusz, itd, itp). Wielkie jest moje zaskoczenie, że tak zacne komiksy (z takimi nazwiskami!) mają problemy, by utrzymać się na polskim komiksowym rynku, i stąd ta notka. Może przekona ona do zakupu chociaż kilka niezdecydowanych osób, może tym samym dołożę cegiełkę do rodzimej kontynuacji tych komiksów. Oby.

wtorek, 20 sierpnia 2013

THE LAST OF US - bym zapomniał...

Jakiś czas temu napisałem dwa zdania o nowej produkcji Sony, skierowanej na platformę PS3 - Last of Us. Początek rozgrywki mnie nie zachwycił, ale z każdą kolejną godziną grania było zdecydowanie lepiej. Dlatego czuję się w obowiązku zweryfikować ówczesną opinię.
 
 
Klimat gry mocno wszedł na drogę znaną z Żywych Trupów Kirkmana, zrobiło się gęsto, emocjonalnie, świat przedstawiony jest w przekonywujący sposób, relacje bohaterów uciekają od prostolinijnych schematów. Wg mnie to najlepsza fabuła w grach, z którymi miałem do czynienia, zupełnie poważnie! Grafika wyśmienita (o czym już wspominałem).
 
Dla zainteresowanych gameplay z gierki (oczywiście przykładowy, nie mój):
 
 
Jeśli ktoś waha się pomiędzy zakupem PS3 a Xboxa (no wiem, wszyscy teraz czekają na next-geny...) to zachęcam do zakupu tej pierwszej konsoli - warto choćby dla takich produkcji jak The Last of Us (a są również Uncharted, Heavy Rain i niebawem dobrze zapowiadająca się Beyond Dwie Dusze - wszystko zgrabnie zlokalizowane, co dla mnie jest dużym plusem - poniżej trailer gry). 
 

czwartek, 13 czerwca 2013

A co słychać u Pająka?

Superior Spider-Man okazał się bardziej inteligentnym czytadłem niż sądziłem po drugim numerze! Głównych zarzutów pod adresem początków tej historii nie wycofuję, ale śmiało mogę stwierdzić, że z każdym kolejnym zeszytem robi się ciekawiej i mniej przewidywalnie. Co więcej, wydaje mi się teraz, że schemat powrotu superbohatera zza grobu, został zgrabnie wykorzystany do jego celowego zrujnowania. Najnowszy dziesiąty zeszyt serii uspokaja nieco dotychczasowy motyw przewodni i przenosi środek ciężkości na inne wątki. Na chwilę (mam nadzieję) zrobiło się mniej soczyście, ale teraz już wierzę, że tylko na chwilę i jest to typowa cisza przed burzą.


No dobra, żeby nie za bardzo spoilerować napiszę tylko tyle, że ja tam nadal wierzę w Petera Parkera. Choć domyślam się, że skończy się to dwoma seriami - powrotem The Amazing Spider-Man i kontynuacją Superior Spider-Man. Trzeba będzie zbierać obie :) Cwany Marvel.

wtorek, 4 czerwca 2013

Prawdziwa torpeda!

Pierwszy raz miałem do czynienia z Torpedo na łamach magazynu Super Boom! Zaprezentowana tam plansza (bo chyba była to tylko jedna plansza) zrobiła na mnie spore wrażenie. Zapewne przede wszystkim erotycznym kontekstem, ale również wyrazistą czarno-białą kreską, która w tamtych czasach, nie ubarwiona kolorem w innych komiksach była dla mnie często mało atrakcyjna.

Pięć tomów (zbierających wszystkie 15 oryginalnych albumów) wydanych przez Taurusa połknąłem więc bez zastanowienia. Jako klasykę. Rysowaną świetną, luźną kreską. Coś, co powinno się mieć w swoich zbiorach. Albumy przeleżały swoje (czyli dobre 3 lata), aż wreszcie z nadzieją na dobrą lekturę zabrałem się za pierwszy tom. Z nadzieją na dobrą lekturę oraz odnalezienie shorta z Super Booma! Pierwszy album połknąłem między wszelkiego rodzaju obowiązkami - nadaje się do tego znakomicie, gdyż zawiera 8-10-stronicowe pozamykane historie. Na wspomnianą planszę nie trafiłem, ale nie ma tego złego... Torpedo nie rozczarowuje i zawiera wiele innych plansz, przesyconych tym samym klimatem, który odkryłem wówczas jako nastolatek.


Jeśli ktoś lubi Sin City, powinien śmiało sięgnąć po Torpedo. Tutaj miasto grzechu jest jeszcze bardziej realne, podobnie jak bezwzględny i szyderczy antybohater. Klimat obu serii, przy wszystkich różnicach, jest podobny i często oparty nie tylko na tożsamej tematyce, ale również sposobie narracji. Niekiedy treść wydaje się zbyt dosadna i niesmaczna... przyprawiona czarnym humorem. Ale między innymi to czyni przedstawiony świat i postacie tak bardzo prawdziwymi.

Spodziewam się równie dobrej lektury przy czterech kolejnych tomach Abuli (scenariusz) i Berneta (rysunki).

piątek, 31 maja 2013

Powrót gołębi

Niemal rok temu przy okazji lektury pierwszego Essentiala z Wolverinem, powstało kilka tributowych pasków z gołębiami, luźno osadzonych w świecie Henryka i Bonifacego - najprościej znajdziecie je TUTAJ. Dziś, gdy kończę przyjemną i stosunkowo szybką przygodę z drugim tomem grubego Rosomaka, mogę powtórzyć ten zabieg.


Polecam zatem drugi opasły tom Essential Wolverine, w którym graficznie rządzi Marc Silvestri, a scenariuszowe stery solidnie trzymają Jo Duffy i Larry Hama (okładka ponownie w wykonaiu Marka Oleksickiego). Jednocześnie zapraszam na powrót pasków... z Wolverinem, gołębiami, a może też Henrykiem i Bonifacym.